KURDYSTAN

 

Revolution in Rojava


Trudno nie mieć szacunku dla Kurdów, nie czuć do nich sympatii i podziwu dla ich wielowiekowej walki o samostanowienie polityczne i społeczne. Szacunku dla utrzymania swojej kultury, języka, nie poddania się, trzymania się prosto jak potrafi trzymać sie tylko człowiek wolny. Sympatii za ich próby utworzenia społeczeństwa demokratycznego, pełnego równości i swobód. Spójrzmy na mapę zamieszkiwania Kurdów – to środek styku tamtejszych mocarstw.  Turcji, Iranu Iraku, Syrii. To centrum zainteresowania światowych imperiów. Wzmacnia to poczucie sympatii, przecież to niemal identyczne położenie jak Polaków i też ciągła walka o utrzymanie się na terytorium. Szukanie sojuszy,  a w nich nie ma sympatii tylko interesy, często można się zawieść. Czy tak też nie było z Kurdystanem?  Tak jak my tak i Wy macie sporo przykrych dat,  choćby z ostatniego wieku – 1924 rok, 17 grudnia 1946, nasze i Wasze tereny są okupowane, my i Wy jesteśmy wykorzystywani przez silniejszych.  Ale powiem brzydko – kogo to obchodzi? Współczujemy, popieramy itd. Itp. . Niestety świat obecny pełen jest zbrodni, gwałtów i grabieży. Liczmy tylko na siebie. Przeciwnicy górują nad nami siłą militarną i bezwzględnością ale to nie znaczy, że jesteśmy przegrani, musimy wykorzystać nasze atuty, te które posiadamy (pęd do wolności, uczciwość, znajomość wrogów i potencjalnych sojuszników...) i te, które powinniśmy posiąść  (wiedza, nowe metody walki, sojusz z globalnymi siłami rewolucyjnymi).
Można być pod wrażeniem bohaterskiej walki ale walczyć trzeba z rozmysłem, szukać rozwiązań, które dadzą zwycięstwo przy jak najmniejszych stratach. Bo inaczej po latach propaganda będzie mówić o takich - "bohaterowie" a ludzie mówić - "głupcy".
Chciałoby się by zawsze i wszędzie ludzie kierowali się przyzwoitością, moralnością czy uczciwością a w kontaktach między sobą równością, braterstwem ale tak niebyło od tysięcy lat, nie ma i długo nie będzie. Człowiek jest jeszcze, w dalszym ciągu, bardziej zwierzęciem niż homo sapiens. Wojny są jego codziennością tak jak walki w stadzie o przywództwo. I tu ważna uwaga: kiedy walczą najsilniejsi to słabsi powinni się trzymać z daleka bo mogą zostać poturbowani, albo powinni mądrze wybierać sojusze, raczej z tymi, którzy mogą wygrać lub z tymi, którzy gwarantują lepsze rządy.
„Romantyzm”, dziecięca naiwność jest złym doradcą. Trzeba zdobywać wiedzę o hegemonach, trzeba próbować odgadnąć ich intencje, wszystko po to by nie dać się wykorzystać jako „mięso armatnie”.
Kurdowie powinni zdać sobie sprawę, że na Bliskim Wschodzie nie toczą się walki miedzy Assadem a jakimiś tam „islamistami” tam toczy się wojna o zmianę dotychczasowego porządku na świecie, obalenie dyktatury (świata jednobiegunowego) Stanów i związanej z nimi finansjery i stworzenie sprawiedliwego świata wielobiegunowego. Świat o tyle się zmienił, że nie walczą już bezpośrednio ze sobą najsilniejsi (wiadomo z jakiego powodu) lecz posługują się w walce innymi. My też możemy zostać wykorzystani to tylko kwestia czasu.
Nie chciałbym by potraktowano moją wypowiedź jako wymądrzanie się więc powołam się na wypowiedź głównego ideologa politycznego Rosji – A. Dugina:
„Rok 2018 – to rok ideologicznej wojny. To wojna o wyłonienie się wielobiegunowego świata w obliczu prawdziwych imperiów, opartego na antyzachodniej ideologii.” „Wszystko to, co dziś realnie zmienia obraz świata na poziomie polityki middle term, decyduje się na Bliskim Wschodzie. A tam głównym czynnikiem staje się alians Rosji z Turcją i Iranem, który w znaczącym stopniu zależy od tego, czy uda nam się rozwiązać kwestię kurdyjską. Należy zauważyć, że Kurdowie w ogóle nikomu nie są lojalni i nie mogą być lojalni z definicji. Oni są wierni tylko samym sobie. Żyją w swoim własnym świecie, który przez nikogo nie jest rządzony, przez nikogo prowadzony czy nadzorowany, tym bardziej przez te siły, które reprezentuje Lévy. Jedyne, czego nie możemy obiecać Kurdom to państwo narodowe. Po prostu dlatego, że państwo narodowe należy już do przeszłości (system westfalski) i w ogóle w żaden sposób nie rozwiązuje ani jednego problemu. Powinniśmy postrzegać państwa narodowe jako metafory czegoś większego – narodów, kultur itd., tj. jako sugestie na ghost empires, polity-cywilizacje, „duże obszary”. Jeśli uda się wyciągnąć Kurdów ze stanu oczekiwania na państwo narodowe, to w osi Moskwa-Teheran-Ankara mogą pojawić się i Kurdowie. Przecież w perspektywie kurdyjski „większy obszar” (nie państwo), wręcz przeciwnie, jest bardzo prawdopodobny.”
Tereny zamieszkiwane przez Kurdów to zbyt łakomy kąsek dla imperiów, trzeba zacząć od obcięcia im łap przyzwyczajonych do grabienia. Tego samemu się nie zrobi a sojusz z największym grabieżcą w tej sytuacji to błąd.

Marcin Brys