TERRORYZM

 

TERRORYZM

 

Temat jest trudny i kontrowersyjny dlatego należałoby zacząć od podstawowych założeń. A więc, przy ocenie jakiegoś działania należy brać pod uwagę jego prawdopodobne konsekwencje. Dwa, powinna obowiązywać zasada uniwersalności, która mówi, że wobec siebie i innych stosujemy takie same kryteria, a właściwie to nawet wobec siebie kryteria bardziej surowe. Odrzucamy tak zwaną , „moralność Kalego”. Te proste prawdy, najzwyklejsze truizmy, przy bliższym przyjrzeniu się ocenie i rozumieniu terroryzmu są powszechnie odrzucane, niemal bez wyjątku.
Powszechnie też uznaje się, ze pojęcie terroru jest bardzo trudno zdefiniować. Dlaczego jest ono tak bardzo niejasne? Podręcznik Armii Stanów Zjednoczonych definiuje terroryzm jako „rozmyślne stosowanie siły lub groźby użycia siły w celu osiągnięcia celów politycznych, religijnych lub ideologicznych... poprzez zastraszanie, przymus lub wywoływanie strachu”. Amerykański kodeks prawny mówi mniej więcej to samo. Definicja rządu brytyjskiego jest podobna: „Terroryzm to działanie lub groźba działania, które jest agresywne, szkodliwe lub zakłócające, ma na celu wywarcie wpływu na rząd lub zastraszenie społeczeństwa oraz wsparcie jakiegoś politycznego lub religijnego czy ideologicznego projektu”. (Na podstawie N. Chomsky – Hegemonia albo przetrwanie). Wydaje się to proste i zrozumiałe ale do momentu gdy mówimy o działaniu wrogów, sprawa ulega komplikacji gdy przyglądamy się sobie (Kali). Okazuje się, że oficjalne definicje terroryzmu są takie same jak definicje zwalczania terroryzmu. To nie dotyczy tylko naszych czasów, przypomnijmy sobie stosunek okupantów (choćby w Polsce) do partyzantów broniących ludności czy prawowitych rządów, stosunek amerykanów do oddziałów broniących swojego kraju w Wietnamie, Afganistanie czy Iraku. Czy nazistowska doktryna Heindricha Himmlera zwalczania „rebeliantów” jest oficjalnym podręcznikiem w siłach Zachodu? Cała historia działań USA  w Ameryce Południowej, Azji i częściowo w Europie świadczy, że TAK, podobnie jak działanie Izraela w Palestynie, Libanie czy izraelskich służb specjalnych na całym świecie. Zbiorowa odpowiedzialność za czyny pojedynczych „terrorystów” (rebeliantów), bezwzględna, brutalna odpowiedź wielokrotnie przewyższająca przyczyny, skupienie się na niszczeniu infrastruktury cywilnej, kobiet, dzieci.
Najpoważniejszy problem z definicjami terroryzmu polega na tym, że wskazują one właśnie obecnie Stany Zjednoczone i Izrael jako czołowe państwa terrorystyczne. Oficjalne definicje nie regulują precyzyjnie granicy między „terroryzmem międzynarodowym” a .„agresją” lub między „terrorem” a „oporem. Kto wygrywa w takich sprzecznościach? Oczywiście ten, kto ma większe możliwości manipulacji opinią publiczną czy ukrywania niewygodnych faktów.  Akcje „słabych terrorystów” są nagłaśniane, rozdmuchiwane, obrzucane ostrzeżeniami, rezolucjami ONZ, RB. Akcje „silnych terrorystów” są przemilczane, rezolucje w ich sprawie, uchwały, wnioski wszelkich humanitarnych organizacji oraz ONZ  są odrzucane jako absurdalne i ukrywane w szafach, rezolucje Rady Bezpieczeństwa zatrzymywane przez weto najważniejszego z nich.
Zostawmy już to, jeszcze na koniec cytat z wyżej wymienionej pracy Chomsky’ego:
„Wybitny egipski intelektualista, dla którego Stany Zjednoczone „były marzeniem”, wzorem liberalnych wartości, który arabowie i muzułmanie powinni naśladować, i który poświecił dziesiątki lat życia na unowocześnienie życia i szerzenie zrozumienia miedzy muzułmanami i niemuzułmanami, uważa (rok 2002), że administracja Busha jest „ograniczona, patologiczna, zawzięta i prymitywna. Na niej spoczywa wina za to, że dla większości ludzi w tym rejonie Stany Zjednoczone są źródłem wszelkiego zła na Ziemi. Podobne opinie można usłyszeć z ust arabskich zamożnych biznesmenów, profesorów uniwersyteckich, wyższych urzędników rządowych i sympatyzujących z Zachodem komentatorów politycznych – zresztą tak jak kiedyś , lecz teraz są one wyrażane znacznie silniej i dużo większą desperacją.
Jeśli ludzie dojdą do głosu na „Nowym Bliskim Wschodzie”, to może się okazać, że będzie to głos radykalnych islamistów wzywających do świętej wojny...”. To było napisane 16 lat temu i można by dzisiaj powiedzieć – „a nie mówiłem”.  


Marcin Brys, luty 2018