MODNE BZDURY

 

 

  "Ludzie zaczęli przyjmować fantazje za rzeczywistość i wierzyć prawie we wszystko, co mówią
    inni, zwłaszcza jeżeli są to wypowiedzi naukowych bądź religijnych autorytetów."
                                                                                                G.I. Gurdjieff - Beelzebub's

Modne bzdury. O nadużywaniu pojęć z zakresu nauk ścisłych przez postmodernistycznych intelektualistów, Sokal Alan; Bricmont Jean

Magdalena Miecznicka
28 czerwca 2004

"Modne bzdury" Alana Sokala i Jeana Bricmonta - pamflet na postmodernistycznych intelektualistów - to przedmiot jednej z największych afer intelektualnych ostatnich lat.

(Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej POLITYKI) 


Artykuł pod uroczym tytułem "Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji" ukazał się w renomowanym amerykańskim piśmie socjologicznym "Social Text" w 1996 r. Alan Sokal, profesor fizyki na New York University, używając terminologii naukowej i cytując najwybitniejszych francuskich intelektualistów (Lacana, Derrida, Deleuze'a, Kristeva), dowodził związków między matematyką i fizyką a naukami humanistycznymi. Kierując tekst do druku, redakcja "Social Text" w najgorszych snach nie przewidziała, że bierze udział w jednej z największych afer intelektualnych ostatnich lat.
Ich uwadze uszło, że artykuł jest katalogiem nonsensów i jawnych żartów, a snute przez Sokala marzenia o humanistycznych implikacjach kwantowej grawitacji to absurd.
Ostatni krzyk mody
Sokal bez zająknięcia stawiał tezę, że fizyczna rzeczywistość jest tylko "społecznym i lingwistycznym konstruktem", a naukowa obiektywność to mit, na szczęście obalony przez feministyczną krytykę. Cytował Jacques'a Derridę, papieża filozofii dekonstrukcji, który stwierdził, że "stała Einsteina to nie stała" (ale zmienna), i sam wyrokował, że także liczba ? [stosunek obwodu okręgu do jego średnicy], wcześniej uważana za stałą, dziś okazuje się uzależniona od historii. Proponował też, by teorie naukowe oceniać nie ze względu na ich zgodność z rzeczywistością, lecz użyteczność polityczną - na przykład matematyka powinna stać się feministyczna i emancypacyjna.
Kiedy kilka tygodni po ukazaniu się artykułu nikt nie zareagował, Sokal opublikował na łamach innego pisma tekst, w którym wyjawił mistyfikację. Fizyk chciał sprawdzić, czy redaktorzy pisma opublikują tekst mimo jego jawnego idiotyzmu.
Zaczęło się zbierać na burzę. Tymczasem jej sprawca planował kolejny cios. Wraz z belgijskim fizykiem Jeanem Bricmontem przygotował książkę, w której wziął na warsztat dzieła największych spośród sparodiowanych gwiazd, analizując ich niefortunne przygody z naukami ścisłymi. Potraktowane bez czołobitności teksty te okazują się niekiedy stekiem nonsensów. Sokal i Bricmont mieli dwa cele - obnażyć pseudonaukowy bełkot intelektualistów oraz wyśmiać szerzące się idee, że nauka to tylko konstrukcja społeczna. Po publikacji książki "Modne bzdury" po amerykańskich kampusach i francuskich kawiarniach przeszedł szept zgrozy: król jest nagi!
Penis a mechanika ciała stałego
Zacytujmy tylko dwa najpikantniejsze kawałki. Jacques Lacan, kontynuator Freuda, uważany za jednego z najwybitniejszych myślicieli XX w., "uściślał" swoją teorię psychoanalityczną za pomocą wyższej matematyki, choć mylił jej podstawowe pojęcia. Jego naukowe analogie mają natomiast niepodważalny walor humorystyczny, jak przyrównanie "organu erekcyjnego" do liczby urojonej ?-1.
Badaczka feministyczna Luce Irigaray wpadła natomiast na trop wstydliwych sekretów współczesnej fizyki - jeśli fizycy zajmowali się dotąd mechaniką ciała stałego w większym stopniu niż mechaniką cieczy, to z pobudek seksistowskich. Mechanika cieczy jest bowiem dziedziną kobiecą, podczas gdy mechanika ciała stałego to sprawa typowo męska - jak wiadomo, kobiece narządy płciowe wydzielają czasem płyny, męskie zaś wystają i sztywnieją.
Karły reakcji
Skandal szybko trafił na pierwsze strony m.in. "New York Timesa", "International Herald Tribune", londyńskiego "Observera", francuskiego "Le Monde". Podzielono się na dwa obozy. 
Bohaterowie parodii wystosowali serię artykułów, w których gromili niepokornych fizyków. Broniono prawa humanistyki do używania nauk ścisłych nie precyzyjnie, lecz jako metafor. Sokal i Bricmont dowodzili jednak, że metafory, aby mieć sens, powinny rozjaśniać, a nie zaciemniać. 
Julia Kristeva - znana badaczka literatury bułgarskiego pochodzenia, od lat mieszkająca we Francji - posądziła autorów o frankofobię, a swe matematyczne błędy w tekstach literaturoznawczych usprawiedliwiła wyznaniem, że popełniła je w wieku lat 25 "w studenckim pokoiku, chora na grypę, dmuchając nos w gorączce". Derrida zaś w aferze stwierdził spisek w celu zdyskredytowania jego osoby.
Nauka postmodernizmu w weekend
Jak można się było spodziewać, Sokala i Bricmonta poparli naukowcy oraz myśliciele znani z racjonalizmu. Steven Weinberg, laureat Nagrody Nobla z fizyki, napisał, że sparodiowane przez Sokala poglądy są surrealistyczne, błędy zaś, jakich dopuszczają się intelektualiści, fatalnie świadczą o standardach społeczności intelektualnej. Fizyków poparł też filozof Thomas Nagel, wyrażając przy tym nadzieję, "że niekompetentni ludzie, którzy wymądrzają się na temat nauki jako zjawiska społecznego, choć nic z niej nie rozumieją, (...) staną się kiedyś taką samą rzadkością jak głusi krytycy muzyczni". Najdalej posunął się jednak pewien australijski informatyk, który w konkluzji całej sprawy umieścił w internecie "generator postmodernistyczny" - program komputerowy, który generuje teksty postmodernistyczne według prostego przepisu wymyślonego przez Sokala. Po pierwsze, budować zdania poprawne, ale pozbawione treści. Po drugie, używać wielu trudnych słów (hiperprzestrzeń, poststrukturalny etc.). Po trzecie, całość przybrać cytatami z dzieł innych myślicieli postmodernistycznych. Generator dostępny jest na stronie: http://www.elsewhere.org/cgi-bin/postmodern .
Dyskretny urok mętniactwa
Nawet wśród humanistów uważa się, że precyzja myśli i jasność wywodu nie należą dziś do standardów znacznej części humanistyki. Moda jest raczej na "niezrozumialstwo". Niektórzy - a wśród nich Bricmont i Sokal - podejrzewają nawet, że niektórzy intelektualiści z cynizmem stosują mętniactwo po to, by ukryć płytkość i banał swoich myśli. Jest to wszak znany zabieg reklamowany nawet przez Schopenhauera w "Erystyce": "Zadziwienie i oszołomienie przeciwnika potokiem bezsensownych słów".
Poziom zagmatwania niektórych dzieł jest tak niebosiężny, że ludzie popadają wobec nich w niemal religijne onieśmielenie. Jak pokazał eksperyment Sokala, zachodzić tu może także efekt psa Pawłowa - wystarczy zacytować jednego ze "świętych" autorów, by w mózgu czytelników natychmiast wyłączyła się funkcja "myślenie krytyczne". 

Alan Sokal, Jean Bricmont "Modne bzdury. O nadużywaniu pojęć z zakresu nauk ścisłych przez postmodernistycznych intelektualistów", 

przeł. Piotr Amsterdamski, Prószyński i s-ka

Czekamy na Twoje uwagi: biuro@club-homo-sapiens.eu  lub "kontakt"