Hamburg 2017

 

WOKÓŁ HAMBURGA I G-20 (lipiec 2017)



List SG:

Sądzę, że warto poznać poprawny a zarazem krótki opis wydarzeń hamburskich na stronie http://www.globalresearch.ca/tensions-in-hamburg-the-g20-fractures/5598306. Brakuje mi w nim jedynie wyjaśnienia paradoksu, gdy protest lewicowców służy interesom prawicy: "Trump was pleased enough: Law enforcement & military did a spectacular job in Hamburg. Everybody felt totally safe despite the anarchists.” Nie jest bowiem istotne, czy uznanie potrzeby interwencji policji i wojska przeciw demonstrantom wywołali anarchiści, czy antyglobaliści lub ktoś inny. Przyczyną uzyskania efektu odwrotnego od zamierzenia jest zawsze podejmowanie działania bez racjonalnej (czyli marksistowskiej) analizy stanu świadomości społeczeństwa określonego głównie przez warunki bazowe. I dotyczy to nie tylko wybijania szyb i palenia samochodów, lecz zupełnie innych poczynań, np. tych które doprowadziły do kompromitacji lewicy w Polsce.

Odpowiedź moja:

Przyznam jestem zaskoczony tą treścią, chyba, że jej nie zrozumiałem. Niestety nasza wiedza co do podobnych zajść czy wydarzeń oparta jest głównie a nawet wyłącznie o przekazy medialne. Mówi się nawet, że to o czym nie wspominają media to, w rzeczywistości się nie wydarzyło. Zapomina się o „pierwszym prawie mediów” – media nie służą informacji ale manipulacji. Kierowanie się zaś tym co mówią politycy, przyjmowanie tego za bezpośrednią prawdę, jest delikatnie mówiąc zupełnie niepoważne. A jeśli brać je już poważnie to trudno zrozumieć co oni tam robili przez tyle czasu. Dwie godziny rozmawiał Putin z Trumpem, jeśli przyjąć za prawdę ich przekazy to rozmowa nie powinna przekroczyć 5 min. Rozejm w części Syrii (nie dotyczy ISIS)? Ile ich już było. Zaprzeczenie wtrącania się w wybory? Uwierzył? Jeszcze kilka nic nie znaczących tematów. Giełdy ani drgnęły, przewidywania ekonomistów bez zmian. Ale zostawmy tych „wielkich” w spokoju.
Media bardzo jednostronnie pokazywały i komentowały demonstracje, zajścia w Hamburgu. Chuliganeria, bandytyzm, lewactwo (brak definicji), anarchiści, rzadziej antyglobaliści, palenie aut, rabowanie sklepów. Tak zawsze komentuje się czynne protesty przeciw władzy. Tak było i jest. Nie mówi się jaka jest przyczyna, kim są naprawdę ci ludzie ale wytwarza się emocje mające wywołać negatywny stosunek u pospólstwa. Nie dowiemy się z mediów kto naprawdę wywoływał burdy, czy może, np. jak w PRLu przywożeni na demonstracje autobusami młodzi, w dżinsach, zwalniani z aresztu po wylegitymowaniu (specjalnie nie piszę z jakiej byli formacji).  Wyjście na ulicę z protestami nie zawsze się da utrzymać w ryzach, zabezpieczyć przed prowokacjami (56, 70, 82). Ale nieraz trzeba wyjść. Nie wierzmy że istnieje jakakolwiek organizacja polityczno – społeczna stawiająca sobie za bezpośredni cel niszczenie, zabijanie. Przecież to nie ma sensu. Demonstracje mają na celu demonstrowanie swoich poglądów, swojego stosunku do władzy, tylko w ten sposób można pokazać, że nie wszyscy się zgadzają, tylko w ten sposób można doskonalić taktykę, pozyskiwać zwolenników. Jednak media promują inne spojrzenie, inną ocenę, podobnie jak w przypadku zamachów islamistów mówi się o psychopatycznej chęci zabijania a nie chęci zwrócenia uwagi na problem. Wiem, wiem, życie ludzkie ..., tyko czy taka jest różnica w wartości życia „ludzi Zachodu” (setki) i „ludzi z tamtej cywilizacji” (miliony), ludzi bogatych a biednych?
Jeszcze jedno, bardzo ważne. Żyjemy w okresie dominacji informacji, sterowania informacyjnego a nie energetycznego. Polityka jest procesem tworzenia inscenizacji, zjawisk, warunków w sferze bytu, dzięki temu możemy zmieniać świadomość społeczną, tą świadomość możemy też kształtować bezpośrednio (wirusy propagandowe). Badanie stanu świadomości społecznej nie ma nic wspólnego z marksizmem, chyba, że staramy się zrozumieć przyczyny takiego a nie innego stanu. Jeśli prowadzenie walki z imperializmem (kapitalizmem) chcemy oprzeć o przychylny stan świadomości społecznej to szybciej doczekamy końca wszechświata. My go musimy sami stworzyć.
Nie wszyscy negatywnie ocenili Hamburg, tak jak i nie wszyscy pozytywnie ocenili warszawską wizytę Trumpa, jego poniżające Polaków przemówienie. Po prostu na niektórych nie działają manipulacje mediów i polityków, potrafią samodzielnie myśleć.
Marcin Brys

List SG:

Przekaz medialny nie zafałszował rzeczywistości, gdy mowa jest o nastrojach, które znamy z własnego doświadczenia, gdyż jeśli chodzi o społeczeństwo, różnice między Polską a Niemcami nie są duże. Trudno więc sobie wyobrazić racjonalne uzasadnienie celowości awanturnictwa. Potentaci kapitalistyczni zamieszek się nie przestraszą, gdyż jedyne, co w obecnie panujących w Europie warunkach może im zagrozić, to wynik wyborów. Jedyną więc szansą lewicy jest zdobycie zaufania społeczeństwa bynajmniej nie nastawionego rewolucyjnie. Tak więc ogół, którego świadomość mogła by zostać prawidłowo uformowana przez pokojowe i masowe demonstrowanie haseł, odwróci się od lewicy, jeśli ta nie potępi zamieszek. Przecież społeczeństwo Europy przypomina masy robotników angielskich okresu I-szej Międzynarodówki, w której przedstawiciele tej grupy stanowili ostoję reformizmu.

Znamy co prawda z historii sytuacje, gdy siłowe działania były celowe i skuteczne, jednak walczono z władzą a nie z biernymi warstwami społeczeństwa. Owszem, nawet zdarzało się, że robotnicy występowali przeciw rabusiom usiłującym wykorzystać zamieszanie. A jeśli chodzi o postępowanie rewolucjonistów wobec policji i wojska, przede wszystkim uświadamiano, że nie ma zagrożenia bytu społeczeństwa, że bunt jest skierowany wyłącznie przeciw oligarchii, że szeregowi funkcjonariusze należą do tej klasy, która dąży do zmiany.

Tu pozwolę sobie na kilka słów o wspomnianym nawiązaniu do doświadczenia historycznego. Wielka Rewolucja Francuska i zwłaszcza Komuna Paryska upadły m. in. przez awanturnicze skonfliktowanie z chłopami i z drobnomieszczaństwem. Sukcesy Wiosny Ludów należy w znacznej mierze przypisać jedności społeczeństwa, z tym oczywiście zastrzeżeniem, że burżuazja perfidnie wykorzystała tą jedność na swoją wyłączną korzyść. Nie jedność jednak tu zawiniła, lecz głównie brak naukowo opracowanej strategii. Metodę uzyskiwania tego rodzaju wskazówek działania przedstawił dopiero Marks, co miało znaczny wpływ na późniejsze wydarzenia. Ostatnie niepowodzenia lewicy przypisuję w znacznej części zaniedbaniu marksistowskiego, systematycznego i kompleksowego badania kolejnych następujących przemian.

 

Moja odpowiedź:

Trudno bezpośrednio polemizować z tymi uwagami. Pytanie „co robić” jest cały czas aktualne. Chciałbym jednak powtórzyć to co wielokrotnie mówiłem w tego rodzaju dyskusjach, że przypominając historię należy pamiętać o dwóch zasadach prawa dialektyki mówiącego o powszechności rozwoju (w żadnej dziedzinie rzeczywistości nie ma rzeczy, zjawisk niezmiennych, wiecznie jednakowych), zasadzie historyczno-genetycznej i zasadzie konkretności badań. Wyciągajmy wnioski z historii a nie naśladujmy jej. Z Komuny Paryskiej wszyscy wyciągnęli wnioski. Lud, że możliwy jest bunt i nowa organizacja społeczeństwa, że może się to tragicznie skończyć bo my nie potrafimy się dogadać a przeciwnik jest bezwzględny i zanim bunt się rozleje to on, przy pomocy innych, utopi bunt we krwi (była to też jedyna dotychczas taka próba). Marks wyznaczył cele strategiczne, np. Lenin uznał, że łatwo jest zdobyć władzę ale o wiele trudniej ją utrzymać. Kapitaliści, że trzeba systematycznie iść na niewiele dla nich znaczące ustępstwa, które by rozładowywały nagromadzone, zaostrzone sprzeczności (wiązało się to z rozwojem tajnych służb prewencyjnych, nauk o sterowaniu społeczeństwem). A później „odkryli”, że ustępstwa te znakomicie zwiększają popyt a dalej ich zyski. Komuna Paryska nie powtórzyła się. Potem były jedynie represje, wcześniejsze tłumienie, celowe prowokacje w pokojowych demonstracjach ( Krwawa Niedziela,1905). Jednak w pewnych warunkach państwa ulegały samo destrukcji. Tak się stało z Rosją w czasie pierwszej wojny imperialistycznej, scenariusz podobny był do 1871 ale Lenin doskonale wykorzystywał okoliczności wewnętrzne i zewnętrzne i czekając niemal do ostatniej chwili, dostosowując metody walki do rzeczywistości i przejął władzę prawie bez ofiar. Ale to był koniec, imperializm nie poszedł już więcej na ustępstwa bo przecież powstanie „bloku socjalistycznego” po 1945 nie było typowym zwycięstwem rewolucyjnej ideologii. Chiny również. Potem wszystkie ruchy były tłumione z całą mocą głównego policjanta i sojuszników zaś niebezpieczeństwo utraty zdobyczy zmuszało kraje socjalistyczne do niebywałego wysiłku kosztem poziomu życia. Aż się prosiło by to zmienić.
I tu jest moment by zastanowić się nad realizacją celów strategicznych, obalenia kapitalizmu.
Lewica utraciła swą tożsamość, po 1990 roku w krajach Europy, w których „zdobywała władzę” czyniła więcej zła ludziom pracy niż typowa prawica, potrafiła być wściekłym psem na usługach kapitału (choćby Partia Pracy GB). Chciałoby się zawołać – chroń nas Boże przed zwycięstwem Lewicy w jakichkolwiek wyborach. Tak więc „potentaci kapitalistyczni” na pewno nie boją się ich jej wygranej.
Jeśli nastroje będą bardziej skrajne jak np. w Wenezueli czy wcześniej w Chile, spacyfikują ruch, niekoniecznie militarnie ale ekonomicznie i ludzie pracy obrócą się przeciw lewicy (Wenezuela). Czy więc to już koniec, zostaje czekać na śmierć kapitalizmu ze starości? Na razie ma się dobrze, ciągle się reformuje, lamie zasady, rozładowuje sprzeczności, ingeruje w „wolny rynek”, w giełdę, siła finansjery międzynarodowej może zmieść z powierzchni ziemi nie jeden duży kraj.
To dziwne jak mało sobie uświadamiamy, że świat się zmienił, wcześniej mówiło się, że trzeba zacząć od pokonania burżuazji w swoim kraju ale teraz mamy inne stadium kapitalizmu, kapitał jest międzynarodowy, w imperializmie są kraje „proletariusze”, wyzyskiwane, zmuszane do niewolniczej pracy, grabione z majątku jeśli go wypracują. Nie mogą mieć swoich pomysłów na życie obywateli, nie wykonujesz poleceń to na zajutrz cię nie ma (Libia, Irak, ...). Wszyscy jesteśmy omotani pajęczyną, jesteśmy jednym organizmem. Jeden właściciel Internetu, GPS, waluty światowej, obowiązującej kultury itd.. To znaczy był jeden bo ostatnie lata przynoszą zmiany. Narasta bunt, wojna domowa, a właściwie światowa. Jak się mówi wojna to zaraz pojawia się pytanie o rodzaj broni, sposób walki.
Główni imperialiści i główni buntownicy nie mogą wystąpić przeciw sobie energetycznie (całym asortymentem broni). Zostaje broń informacyjna, walka prowadzona w obszarze świadomości społecznej, emocji,  życia psychicznego, organizacji życia społecznego, ekonomicznego. Dlatego wszystko co się obecnie dzieje, co się wydarza, bunty, manifestacje są po to by zakłócić równowagę przeciwnika, by go osłabić. Niestety giną ludzie, niszczy się ich dorobek. Ale czy ktoś wyobraża sobie rewolucje bez ofiar? A może mamy czekać na upadek systemu, systemu, który mimo tak znacznie wypracowanej techniki, wielkości produkcji, doprowadza do śmierci dziesiątki milionów ludzi rocznie. Tylko dlatego, że są dla niego zbędni, że są słabi. Systemu, który gromadzi w rękach tak niewielu niewyobrażalny majątek. Wojny a więc i ich ofiary były od początku istnienia człowieka i jeszcze długo nie znikną. Warto pamiętać o prawie powszechnego rozwoju, że wszystko się zmienia, również sposoby prowadzenia wojen (wojny IV generacji) i przebiegu rewolucji (Manifest Globalnego Sojuszu Rewolucyjnego).

Marcin Brys  

Od SG:

Z wielu zawartymi w Twoim e-mailu szczegółami dotyczącymi interpretacji wydarzeń nie zgadzam się, jednak pominę te fragmenty, gdyż chodzi mi o główną myśl. Od początku staram się przedstawić i poddać dyskusji swoją ocenę protestu w Hamburgu. W moim przekonaniu zamieszki i wandalizm, które zdominowały protest, stanowią przykład niszczącego lewicę braku racjonalnej analizy stanu społeczeństwa. Brak ten przypisuję zarówno widocznym u jednych odejściu od marksizmu jak i w drugim przypadku, prymitywnego pojmowania tej metody - wymagającej dyscypliny umysłu oraz wrośnięcia w społeczeństwo. Nad tym, a ogólniej nad praktykowaniu marksizmu winniśmy - jak sądzę - w pierwszej kolejności rozmawiać, a jakie jest Twoje stanowisko w tej kwestii, z treści załączonego listu nie potrafię wywnioskować.

Moja odpowiedź:

Wydawało się mi, że swoje stanowisko wyartykułowałem wyraźnie. Powtórzę esencję.
Protesty grup lewicowych z okazji spotkań G-20, G-8, czy Klubu Bilderberg to tradycja. Nie uważam protestu w Hamburgu za błąd a nawet odwrotnie oceniam bardzo pozytywnie. Jego zadanie, w nowych realiach wojen informacyjnych, było dobrze wykonane. Co do tzw. zamieszek i wandalizmu to niestety nie mamy uczciwych relacji. Zdecydowana większość uczestników zachowywała się zgodnie z prawem. Sam oglądałem w TV rozmowy z niektórymi, bardzo mądrze przedstawiali powody swojej tam obecności.
Kto niszczył, podpalał? Mamy ocenę mediów a z drugiej strony poszlaki wskazujące na zupełnie kogo innego (władze). Wątpiącym przypomnę spalenie budki wartowniczej 11XI pod ambasadą FR, działania pod tzw. fałszywą flagą są codziennością. Stara zasada prawa mówi, że winien może być ten kto na czynie skorzystał.
Może i brak jest poważnej analizy stanu społeczeństwa choć przecież istnieje niezliczona ilość prac go opisujących, badających. Totalitaryzm w świecie nauki wyklucza jasne pokazanie badań, przemyśleń. Mało kto ma odwagę wyrwać się z obszaru „jedynej słusznej nauki”.
Na pewno prawidłowym jest wskazanie powodu marazmu umysłowego lewicy, którym jest odejście od marksizmu i prymitywne pojmowanie go.
Zawsze podkreślam, że niema ważniejszego zadania niż jasne określenie czym jest marksizm. Staram się swoje rozumienie go przedstawić w każdej wypowiedzi i widzę, że spotyka się z odrzuceniem, nawet bez refleksji, bez podjęcia dyskusji, przedstawienia argumentów. Lata „prania mózgów” spowodowały, że dysonans poznawczy odbiorców wywołuje u nich paraliż umysłowy. Jeśli tak jest w przypadku ludzi aktywnych to co można powiedzieć o szeregowych lewicy. Są dawno spacyfikowani przez ideologię klasy panującej, która do jednego worka wrzuciła ideologię komunistyczną, lewactwo (obojętnie co ono oznacza), wypaczona historię, stworzoną 150 lat temu ideologię marksistowską (nie mającą żadnej wartości obecnie) a na dodatek poddała to i dalej poddaje manipulacjom semantycznym. Lewica woli współpracować bo walka wymagała by wysiłku, już o umysłowym nie mówmy ale trzeba by wstać z fotela i włożyć buty by wyjść na zewnątrz. Po co? Przecież wszystko jest w TV i Internecie.
Osobiście coraz więcej mam oporów w używaniu słowa marksizm, marksistowskie. Może „marksowskie”, no jeszcze - filozofia marksistowska. Tak właściwie to co jest „wiecznie żywe” to materializm dialektyczny. Ale on sam jest tylko sposobem patrzenia na świat, żeby świat zrozumieć to trzeba nie tylko tym sposobem patrzeć ale używać narzędzi – nauk szczegółowych. Nie uważam, że do obalenia systemu potrzeba lojalnych ideologicznie, fanatycznych członków organizacji, wystarczą ludzie inteligentni. Można się z tym nie zgodzić ale uważam, że większą wartość mają tzw. grupy lewackie niż partie lewicowe. Dlatego przeciwnik tak ich atakuje, tak chce ich ośmieszyć, obrzucić nienawiścią. Podobnie przecież było z całym ruchem komunistycznym (i to się im udało).
Patrzę na portale typu „dyktatura”, „smp”, „1917”, ... i widzę dinozaurów, życie ludzkie jest krótsze a więc już nie długo odejdą a razem z nimi ten „marksizm”. Pocieszającym jest fakt, że gdy przekazuję nieraz swoje poglądy (odrzucane przez nich) ludziom młodym to słyszę – po co to mówisz, my to wiemy, nie traktuj nas jak głupców.

Marcin Brys

Czekamy na Twoje uwagi: biuro@club-homo-sapiens.eu  lub "kontakt"