O ideologii

 

Powtórny list Stacha G. dotyczący dyskusji  przy udziale prof. Timothy Garton Ash stał się dla mnie pretekstem do ponownego przyjrzenia się omawianemu artykułowi i dalszego uczestnictwa w dyskusji.

Dyskusja: populizm, kłamstwa w sieci i walka z nimi.

1.

Powtórny list Stacha G. dotyczący dyskusji  przy udziale prof. Timothy Garton Ash stał się dla mnie pretekstem do ponownego przyjrzenia się omawianemu artykułowi.
Oto kilka moich refleksji. Jest coś we mnie co czyni mnie zaraz czujnym gdy zauważam powoływanie się na Orwella, mówienie o orwellizmie. Zazwyczaj robią to ludzie w błędnym kierunku i w propagandowych złych intencjach. Nie znałem w/w profesora ale dowiedzenie się, że jest on historykiem, poznanie jego dorobku wywołało u mnie chęć zawołania –„król jest nagi”. Po pierwsze historycy zawsze komuś służą, historia jest nauką klasową czy partyjną a dwa, powiedzenie w takiej dyskusji: „pamiętam czasy orwellizmu” – dyskwalifikuje go jako poważnego naukowca.
Orwellizm kojarzony jest z totalitaryzmem i człowiek wykształcony powinien zdawać sobie sprawę, że właśnie żyje w systemie totalitarnym (Wielka Brytania, czy skrajna jego wersja – USA). W rozumieniu  „ulicznym” (wynikającym z propagandy) totalitaryzm wiązany jest z „systemem komunistycznym” lub hitlerowskim. Orwell nie opierał „Roku 1984” na obserwacji tylko tych systemów. Socjalizm z definicji posiada centralną kontrolę.  A dwa, oba te ruchy były reakcją na  okropieństwa i niesprawiedliwości I WŚ. Obciążanie odpowiedzialnością za zło XX w. „systemów totalitarnych” ukrywa w cieniu rzeczywistych sprawców wojen, a są nimi „stare demokracje”, kraje najbardziej rozwiniętego kapitalizmu. To wewnątrz nich narastało podporządkowanie sobie społeczeństwa, to one próbowały podporządkować sobie świat a USA się to udało.” Ostoja demokracji i wolności” została oparta na wymordowaniu części rdzennych mieszkańców kontynentu i zagonieniu reszty do rezerwatów, wykorzystaniu niewolników do budowy gospodarki, agresji na kilkadziesiąt krajów, narzuceniu im swoich praw, zagrabieniu majątku. A Imperium Brytyjskie? Grzechów też nie da się zliczyć. Ale nie oto chodzi, choć warto jeszcze wspomnieć o grzechu pierworodnym „demokracji zachodniej” , o hipokryzji. Ci  którzy głośno wołali o wolności równości sami wykorzystywali pracę tysięcy niewolników, potem wprowadzili słowa kluczowe do kultury takie jak „prawa”, „wolność”, „demokracja”, „równość”, „Bóg”, które ciągle i wszędzie powtarzano, określały wyobraźnie polityczną, tworzyły podstawy języka politycznego, kształtowały system zachowań politycznych. Nie przeszkadzało to by np. do lat 60 XX w. utrzymywać segregację rasową czy nawet teraz bezwstydnie „wprowadzać swoje zasady demokracji” – Irak, Libia, Afganistan, Syria,…
To wszystko jest dobrym wstępem do porozmawiania o problemie prawdy i kłamstwa medialnego.
Sięgnąłem na półkę do pierwszej z brzegu książki z tej dziedziny. Paweł Znyk – „Propaganda, współczesne oblicza”. A tu w pierwszym zdaniu wstępu „Od autora” pisze on: „Żyjemy w epoce medialnej, a to oznacza, że w jakiejś części fikcyjnej, iluzorycznej, nieprawdziwej, złudnej, wykreowanej, celowo zmanipulowanej, bardzo często świadomie zafałszowanej i zakłamanej.” W innej pracy Robert Szwed (praca zbiorowa – „Społeczeństwo wirtualne, społeczeństwo informacyjne”.) pisze: „Od pseudo wydarzeń wydajemy się jednak uzależnieni. Wypełniają pustkę dnia codziennego, czynią życie barwnym, uatrakcyjniają je. Robią to na tyle skutecznie, że rzeczywistość medialna wydaje się nam bardziej prawdziwa, pociągająca niż rzeczywistość realna.” To wszystko dzieje się i w Polsce, a są to łagodne oceny. Każdy kto chce być bliżej prawdy powinien zapoznać się z pracą „Media i władza” Piotra Żuka. Pozwoli mu to spojrzeć inaczej na „odkrycie” p. prof. Gartona Ash wyrażone zdaniem: „Współczesne Chiny mają największy aparat cenzury w dziejach świata.” Można tylko uśmiechnąć się z politowaniem.
Jeden z przykładów, bardzo aktualny, stosunek do wojny na Bliskim Wschodzie. Przemilczanie biegu wydarzeń, ograniczanie się wyłącznie do roztrząsania problemu zamachów terrorystycznych, ograniczania się do dyskursu psychiatrycznego a nie politycznego.  Pokazywanie, że nie chodzi o sprawy polityczne, narodowo wyzwoleńcze, obronę przed grabieżą majątku, niszczeniem kultury ale wszystko ogranicza się do zaślepienia ideologią dżihadu i psychopatyczną przyjemnością zabijanie niewiernych.  To przykre, że Polska dała się też wciągnąć w te awantury przyłączając  do grabieży, niszczenia, domagając się podziału łupów, swojej doli a wszystko uzasadniając zagrożeniem  świata przez Saddama (wszak ciągle pokazywano go jak wymachuje dubeltówką). Najgorszą rzeczą było jednak to, że czyniono to pod sztandarem  „za wolność naszą i waszą”, „Bóg, Honor, Ojczyzna”.
Nie można tu pominąć sączonych kłamstw typu chemicznych ataków w Syrii gdy w sieci krążą dowody inscenizacji zdarzenia . Albo pokazywania bohaterskich demonstracji przywódców państw, maszerujących w pierwszym szeregu protestu przeciw  terroryzmowi po zamachu w Paryżu gdy jednocześnie opublikowano filmy pokazujące, że tak właściwie cała ta demonstracja to był tylko jeden, pierwszy szereg na otoczonej policją ustronnej ulicy. Zainscenizowana scena zbiorowa.
Władza mediów polega na możliwości dokonywania selekcji informacji wedle ich kryterium ważności. Budują one narracje o trudnej do ustalenia prawdziwości, produkują fikcje i również kłamstwa podawane za kłamstwa ale z nadzieją, że zostaną uznane za prawdę. 
Kłamstwa są wszechobecne w mediach a więc i w sieci. Gdzie jest ich źródło? To władza, politycy i ich sługusy, media, jedni świadomie kłamią a inni świadomie milczą. Kto ma więc walczyć z kłamstwami? Dziennikarze, redaktorzy, szefowie agencji PR, politycy, ubezwłasnowolnieni naukowcy wykorzystywani w mediach jako statyści czy epizodysci? Szary człowiek jest bezbronny,  wszak kłamstwo jest najstarszą bronią, dopracowywaną, ciągle wzmacnianą pracami psychologów. Wszyscy brali je pod uwagę, twórcy religii, Machiavelli, Goebbels, Hitler,…. Ci ostatni mówili nie tylko, że kłamstwa powtarzane stają się prawdą ale wskazywali, że im bardziej niewiarygodne, absurdalne są kłamstwa tym łatwiej są przełykane i dłużej pozostają w człowieku. 
Ludzie zawiedli się na nauce, która nie jest w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb człowieka. Człowiek nie jest tylko istotą racjonalną, światopogląd człowieka nie jest spójny, logicznie powiązany w całość. Mieszczą się w nim sądy naukowe, potoczne, racjonalne i irracjonalne a to sprzyja przyjmowaniu pseudonaukowych bredni za prawdę. Podświadomie widzimy autorytety w politykach (bo przecież ich żeśmy sami wybrali), w dziennikarzach, w mediach (bo przecież one służą informowaniu, doczekaliśmy się ich w końcu wolnych). Nie dociera do nas prawda założycielska mediów – media służą do manipulacji a nie informacji. Najnowsze zdobycze w dziedzinie psychologii dowodzą, że jesteśmy wyjątkowo podatni na komunikację emocjonalną stąd odejście portali w sieci od pisanych treści na rzecz obrazów. Internauci widzą zdjęcie i przeczytają tytuł i tyle. Ktoś mnie, dwa lata temu, spytał co będzie jak ceny ropy jeszcze bardziej spadną, odpowiedziałem: będzie poważny problem by znaleźć zdjęcie jeszcze bardziej zmartwionego Putina.
Co więc robić, jak walczyć z powszechnym kłamstwem?.
Wielu ludziom się wydaje, że by nie dać się zniewolić manipulacjom należy uciekać od ich źródeł, nie słuchać, nie czytać i tym podobnie. Przypomina się mi tu zalecenie specjalisty od reklamy, jak nie dać się jej uwieść. Właśnie odwrotnie, należy zwracać uwagę na reklamę (w TV, na banerach, stronach internetowych), być przy tym uważnym w odbieraniu, poznawać, rozszyfrowywać metody, sposoby, zastanawiać się nad celem.
Czy walczyć, demaskować? Nie polecam. Żyjemy w orwellizmie, w systemach totalitarnych.
Poziom stosowanej inwigilacji społeczeństwa przez tajne służby jest porażający. Zaś materiały, które gromadzi Rzecznik Praw Obywatelskich czy Helsińska Fundacja Praw Człowieka od dawna pokazują rozmiary degeneracji polskiego wymiaru sprawiedliwości. Ludzi więzi się do czasu, gdy przyznają się do bycia wielbłądem i dobrowolnie poddadzą się karzę. Często stosuje się wobec nich szantaż, i groźby (przykład Wojciecha Sumlińskiego).
A więc jedynie wiedza, znajomość inżynierii społecznej. Cały czas powtarzam w swoich wypowiedziach, że najważniejszym zadaniem ludzi młodych, szczególnie o poglądach lewicowych jest uczyć się, zdobywać wiedzę i w oparciu o nią realizować się w każdym miejscu. Żyjemy w innym świecie, siłę posiadają świadome jednostki a nie zorganizowane, bo każdą organizacją czy portalem internetowym można łatwo manipulować, zlikwidować, zaś jednostki wnikają jak wirusy, w każde miejsce, w dowolnym momencie i trudno je pokonać choć czynione są już próby ograniczenia tego, takim pomysłem jest likwidowanie na portalach społecznościowych wpisów zawierających „kłamstwa”, czytaj wpisów sprzecznych z oficjalnymi kłamstwami. I to są właśnie te ministerstwa prawdy i kontroli myślenia.

2.

Niech dyskusja się toczy.
Zacznę od treści mojej poprzedniej wypowiedzi. Chcę zwrócić uwagę na znany już uczniom liceum problem różnicy między oficjalną interpretacją dzieła a zamysłem autora, indywidualnym odbiorem. Ba, nawet interpretacją przypadków w życiu autora. Nie dotyczy to tylko Orwella. Nie dotyczy to również tylko artystów. Przykładem niech będzie dzisiejsza, oficjalna interpretacja zachowań (z poprzedniej epoki) pospolicie bandyckich jako zachowań bohaterskich i na odwrót czy interpretacji nagłośnionego ostatnio spektaklu „Klątwa”.
Dalej, trzeba ostrożnie podchodzić do wszelkich definicji. Jak zauważył również TL nie ma jednoznacznej definicji populizmu, ja dodam do tego „totalitaryzm”. Można powiedzieć, że są to sztuczne, oderwane od rzeczywistości pojęcia.
Populizm (sięgnę tu do wydania książkowego Słownika) – „działalność polityczna odwołująca się do interesów, oczekiwań i opinii większości ludzi w celu uzyskania ich poparcia i zdobycia wpływów lub władzy.” Jest więc to narzędzie polityki, bardzo powszechne, stosowane przez wszystkich, może prócz dyktatur, choć i one odwołują się do jakichś grup, może nielicznych ale silnych (kapitałowo, mających sponsorów). Ponieważ w większości systemów nie da się wygrać (zdobyć władzy) bez poparcia większości (aktywnej części społeczeństwa) a poparcie to można uzyskać jedynie głosząc chęć spełnienia ich oczekiwań to, można powiedzieć, że nie ma innych partii jak partie populistyczne. Stąd też z reguły niewielkie różnice w ilościach głosów, i najczęściej związane są one z drugorzędnymi elementami programów, a ten „bunt mas” jest pożywką dla wszystkich. Oczywiście trzeba pamiętać, że najczęściej te społeczne oczekiwania są sztucznie wywoływane. Ale to już inny obszerny temat. Powoływanie się na popularne gusta, schlebianie czy obiecywanie spełnienia oczekiwań (bez wcześniejszego ich narzucenia) też nie jest gwarancją wygranej, a jeśli do niej dojdzie to bardzo szybko nastąpi katastrofa. Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Społeczeństwa są też coraz bardziej świadome.
Spójrzmy na „totalitaryzm”. Wg SJP – „system polityczny, w którym całkowita władzę sprawuje tylko jedna partia kontrolująca wszystkie dziedziny życia, niedopuszczająca żadnej zorganizowanej działalności opozycyjnej i używająca przemocy.” I tu znowu niejasne, może istotniejszym jest jaka klasa czy grupa sprawuje władzę, mogą przecież istnieć dwie partie różniące się jedynie nazwami i nazwiskami głównych sponsorów (USA). O stosunku do opozycji i o przemocy nie warto nawet wspominać.
W polityce triumfuje zawsze mit – mówił Machiavelli. Tych mitów wokół nas jest mnóstwo. Demokracja, wolny rynek, wolność, socjalizm, komunizm, marksizm... , mało kto próbuje przyjrzeć się tym pojęciom dokładnie, poważnie.
Czym jest marksizm? Systemem ideologiczno-naukowym, ideologią naukową, ideologią utopijną czy może nauką? Nauka rozwija się szybko, ideologia wolniej. Pewne poglądy ideologiczne funkcjonują w świadomości społecznej mimo niezgodności z nauką. Ideologia stanowi istotny motyw działania w polityce, ekonomi i innych dziedzinach życia, stanowi narzędzie realizacji celów społecznych. Ale kierowanie się ideologią w takim zakresie, w jakim jest ona fałszywą świadomością, wnosi do rozwoju historycznego elementy nieracjonalności, zagrożenia. W świecie medialnym marksizm traktuje się jako ideologię utopijną, media są na usługach kapitału więc można to zrozumieć, że celem jest ośmieszenie, zastraszenie, zbagatelizowanie. Źle się natomiast dzieje, że społeczność lewicy, społeczności marksistowskie też poruszają się między systemem ideologiczno-naukowym a ideologią naukową. Były już takie dyskusje i obstawanie za rozumieniem marksizmu jako nauki czy metodologii nauk społecznych nie było popularne. Mamy z jednej strony dalsze rozwijanie marksizmu, dialektyki a z drugiej trzymanie się dogmatów ideologii powstałej ponad sto lat temu. To jest główna przyczyna problemów po latach 20. XX wieku. O ile nauka rozwijała się swoimi drogami to ideologia stała w miejscu. Wyobrażenia ideologiczne nie odpowiadały rzeczywistości. Na czoło wychodziły mity oparte na tych wyobrażeniach i poleganie na nich przez rządzących powodowało przyjmowanie założeń nie odpowiadających rzeczywistości, powstawanie dysproporcji gospodarczych, napięć społecznych i trudności politycznych. Wiara w mity była nieraz tak silna, że twórcy polityki  próbowali wcielać je w życie nawet gdy brak było ku temu przesłanek i nie odpowiadało to ich interesom. To skończyło się wraz z dojściem do władzy nowych, wykształconych pokoleń. I stało się, „zadziałało” prawo zaprzeczenia zaprzeczenia. ”…przedstawia (ono) ogólny mechanizm wszelkich zmian postępowych, odróżniający je od zmian regresywnych i cyklicznych oraz ukazuje, iż wspólną cechą tych zmian jest rosnąca złożoność organizacji procesów oraz zdolność zachowania przez nie swoistości we wciąż bogatszej skali warunków zewnętrznych.” (J. Ładosz Materializm dialektyczny).
Przepraszam ale muszę wtrącić tu małą aluzję. Przeglądałem, z powodu wiadomej rocznicy, pisma Lenina z ostatnich miesięcy przed przyjętą datą Rewolucji. Lenin jest przykładem znakomitego wiązania teorii z praktyką na podstawie obserwacji aktualnej rzeczywistości. W połowie lipca 1917 roku (a więc w trakcie walki o władzę) pisze (W sprawie haseł) „Hasło przejścia władzy w ręce rad brzmiałoby teraz jak donkiszoteria lub kpiny. Hasło to byłoby, obiektywnie biorąc, oszukiwaniem ludu, wpajaniem mu złudzeń…” I jeszcze jedno: „Nazbyt często zdarzało się, że wtedy, gdy historia dokonywała nagłego zwrotu, nawet przodujące partie przez dłuższy lub krótszy czas nie mogą oswoić się z nową sytuacją, powtarzają hasła, które były słuszne wczoraj, ale które straciły wszelki sens dzisiaj, straciły sens „nagle”, równie nagle, jak „nagły” był gwałtowny zwrot historii.” Pozdrawiam twórców dyktatura.info i 1917.net.pl.
Marksizm zajmuje się ogólnymi prawami rozwoju ale od szczegółów są inne nauki, więc może nie próbujmy wyjaśniać wszystkiego co nas w życiu spotyka materializmem historycznym. Dotyczy to też krótkiego żywota I Międzynarodówki. Jak każda organizacja i ona była poddana inwigilacji oraz manipulacji wszystkich (nie tylko burżuazyjnych) sił. Z listów Marksa wynika, że z trudnością panował nad jej działalnością i by uratować europejski ruch wysłał ją (na zatracenie) na drugi kontynent.
Takie oceny, takie wydarzenia nie lekceważą materializmu historycznego. Nie wszystkie sprzeczności prowadzą do zmian, nawet do ruchu, można je łagodzić, można je likwidować. W okresie pomarksowskim był rok 1917, był też niesłychany rozwój czołowych krajów imperialistycznych. Zmieniły się okoliczności, zmieniły się warunki, więc może najwyższy czas zmienić ideologię. Człowiek jest nie tylko aktorem spektaklu życia ale i reżyserem (oczywiście w granicach praw).
Rządzenie, utrzymywanie władzy to po nowemu „sterowanie”. Sterowanie może być energetyczne i informacyjne (najczęściej występują razem). Zrozumiałym jest, że o tym jakie sterowanie wybrać decydują warunki społeczne i techniczne możliwości. Z tego też powodu w ZSRR w I połowie XX wieku przeważało sterowanie energetyczne co miało swoje skutki dla liczebności społeczeństwa, natomiast trudno było się obronić przed sterowaniem informacyjnym ze strony Niemiec i innych imperiów. W końcówce poprzedniego i początku obecnego wieku zupełnie się to zmieniło i stąd zrozumienie tego co się obecnie dzieje, bez właściwej wiedzy, jest niemożliwe. Łatwiej jest przyjmować wyjaśnienia medialne (napisałem o nich w poprzednim liście). Naturalny obraz świata jest pełen rozdźwięków, sprzeczności, niejednoznaczności a mity, którymi jesteśmy karmieni umożliwiają wyeliminowanie tych niejasności.
I tu zatrzymujemy się przed murem, murem niechęci, niemożliwości wyzbycia się rządzących nami mitów, symboli, sloganów, „autorytetów”, ideologii. Z natury wolimy wybrać tę ładniejszą stronę, ładniejszy obraz świata. Wolimy mówić o kolorowym świecie, chowamy w zakamarkach mózgu informację, że świat nie jest kolorowy, przecież my odbieramy wycinek zakresu fal a nasz mózg przyporządkowuje im barwy.  Odrzucamy machiavelistyczne widzenie polityki, gardzimy tak zwanymi teoriami spiskowymi.
W polityce tak jak w innych zawodach czy obszarach działalności ludzkiej najbardziej liczy się fachowość. Infantylizm (dziecięca choroba)  jest największą przeszkodą.
I na koniec jeszcze dygresja, rzadko można spotkać się z poważną analizą historii ostatnich dekad, najczęściej mówi się to co się widzi, jak się rzeczywistość ukazuje, nie bada się jej wszechstronnie. Rozumiem powody. Ale warto się zastanowić co się zmieniło w ciągu ostatnich 30 lat. 100 lat temu dzięki różnym zbiegom okoliczności (nie umniejszam roli Lenina) rozpadł się w Rosji dotychczasowy porządek wyzwalając olbrzymie ilości energii społecznej. Każda rewolucja rozpętuje żywioły destrukcji ale obraz zniszczenia przekształca się w zbiorowej wyobraźni w obraz nowego ładu. Ten ład wymaga zwalczenia chaosu, mając władzę można sobie pozwolić na różne sposoby budowania nowego ładu. Najważniejszym jest wzrost siły, potęgi tak powstałego państwa, wyeliminowanie niszczących sprzeczności, pozyskanie sojuszników. Od początku celem strategicznym była walka z imperializmem i tak jest dalej. 50 czy 80 lat temu było obojętne czy w ewentualnym starciu z imperializmem zginie milion czy sto milionów. Ale obecnie rewolucja weszła na nowy, wyższy poziom. Zrozumienie tego wymaga wyzbycia się starego myślenia, starych dogmatów. Myślę, że każdy utożsamiający się z lewicą, marksizmem powinien zapoznać się z Manifestem Globalnego Sojuszu Rewolucyjnego, pomoże to mu zrozumieć współczesny świat.

3.
Napisałeś: „Materializm dialektyczny jest nauką, która, jak wszystkie inne korzysta z twierdzeń innych gałęzi wiedzy takich jak fizyka, ekonomia, filozofia i wiele innych. Wykorzystuje je jako narzędzia, ale sam nie jest ani fizyką, ani ekonomią, ani filozofią itd. ani działem którejkolwiek z nich.”

Pamiętajmy, że zależność jest tu obustronna, z racji swojej ogólności md jest bazą dla badań w innych dziedzinach, naukach (powtórzę krótką definicję Marksa, że md to sposób widzenia świata) ale też, ponieważ w ciągu wieku od jego sformułowania nastąpił niebywały rozwój we wszystkich dziedzinach nauki, md musi sprawdzać się, dostosowywać swój język do tego co nowe się pojawiło. Co do pierwszej części powyższego zdania to jestem pod wrażeniem jak wielu przedstawicieli nauki traktuje poważnie md choć nie zawsze jest to widoczne ale pamiętajmy o warunkach w jakich żyjemy, o totalitaryzmie elit naukowych (marksizm nie jest modny, lepiej się nie powoływać na pana M.) Natomiast ustosunkowywanie się do „nowości” to rzecz normalna. Czynią to również teologowie (w uproszczeniu mówią obecnie o zgodności teologii z nauką) a więc i md musiał ustosunkować się choćby do: relatywizmu, OTW i STW, obserwacji mikroświata i mikrozjawisk, mechaniki kwantowej, filozofii transcendentalnej, genetyki, cybernetyki, memetyki, ...)
Wymienione przez Ciebie kategorie nie uległy zmianie i w podejściu dialektycznym są dalej używane w takim rozumieniu. Oczywiście mówię o poważnym dyskursie a nie ulicznym, w którym mają zupełnie inne znaczenie (pisałem o manipulacjach semantycznych), przykładem niech tu będzie kategoria – „komunizm”. Można tu jeszcze wspomnieć o powszechnym uzależnieniu świata nauki od polityki co jest przyczyną „wygodnego życia” paranauk, pseudonauk, kłamstw,...
Na koniec, zastanawiam się nad Twoimi oczekiwaniami co do rozwoju md czy mh, czy mają być odkrywane nowe prawa, zależności? Materializm dialektyczny, a zatem i historyczny, rozwija się tak jak każda inna nauka, ustosunkowuje się do zmieniającego się świata, koryguje, wzbogaca i czyni to we wszechzwiązku z innymi i konkretnej czasoprzestrzeni. Może jedyną różnicą jest to, że nie jest nauką szczegółową.

 

4.

Krótka odpowiedź.
W każdej dziedzinie są bardziej teoretycy i bardziej praktycy. Ja, przyznam się, jestem bardziej praktykiem, bliżej mi do inżyniera systemów społecznych niż do filozofa oderwanego od życia. Zacznę od problemu „klas”.
Niektórzy uważają, że grupa dzisiejszych dyrektorów generalnych noszących sportowe buty, słuchających rocka i namawiających swoich pracowników, by  zwracali się do nich per „Misiu-Pysiu” wystarczy, by ogłosić zniknięcie klas z powierzchni ziemi (zapamiętałem z jakiejś książki). Amerykańska koncepcja „klasizmu” sugeruje, że klasa jest przede wszystkim kwestią postawy. Ale to zbyt proste, prostackie. Są różne inne poważniejsze koncepcje klas (wystarczy zerknąć do wikipedii). Wszystkie wynikają z potrzeby, związane są z konkretną dziedziną, celem. Przykładem jest tu koncepcja Umberto Eco (dla celów sterowania społeczeństwem), Bourdieu (powierzchowne zajmowanie się ekonomią), Mosca (ogląd polityki), Warnera (prestiż społeczny). Czy im potrzebne było inne rozumienie klas? Nie, większość teorii powstała w obecnym systemie nie interesowała się przeszłością a nie widziała innej przyszłości, tylko teraźniejszość. Jeszcze inne są często manowcami teorii naukowych. Czy one pozwolą nam zrozumieć i przewidzieć rozwój społeczny? Spójrzmy na koncepcję marksowską. Dialektykę określa się jako ogólną teorię rozwoju (pomijam tu całą resztę) a więc wszystkie pojęcia, kategorie (dialektyki i opartych na niej teorii, mh) powinny być zrozumiałe w każdym momencie biegu historii i z analizy jego musiały powstać. Materialne pojmowanie dziejów wychodzi z założenia, że podstawą wszelkiego ustroju społecznego jest produkcja, a obok produkcji - wymiana. Są to ostateczne przyczyny wszelkich zmian społecznych. Jeśli więc  chcemy dzielić społeczeństwo na grupy czy klasy by określić ich miejsce, możliwość wpływu na te zmiany to musimy określić jaką rolę one odgrywają w produkcji i wymianie. Oczywiście może ktoś uważać, że przyczyny rozwoju są inne tylko czy potrafi to udowodnić. To nie znaczy, że inne podziały są bezwartościowe, jeśli zajmuję się marketingiem towarów (również kultury) to bardziej przydatny będzie dla mnie podział (mówiący o sile nabywczej, potrzebach) np. na klasę wyższą, średnią, niższą niż na proletariat i resztę. I tyle. Wszystko co prowadzi do celu jest dobre. Może jeszcze jedna uwaga, mój opór budzi zaliczanie do proletariatu tylko tzw. klasy robotniczej, przeczy to definicji, co z resztą zauważył już Engels pod koniec swojego życia.

Międzynarodówka. Czy naprawdę do analizy funkcjonowania organizacji potrzebny jest nam materializm historyczny. Choć może odrobinę. Nie można odrzucić sprzeczności, walki ideologicznej, strategii,  działań operacyjnych, one też występują wewnątrz organizacji. Ale tu wystarczy posłużyć się psychologią społeczną (a więc nauką szczegółową) zajmującą się zachowaniem ludzi w organizacjach. Ludzie o podobnych poglądach mają potrzebę jednoczenia się w grupy. Nie wynika to tylko z bezpieczeństwa, poczucia siły (działanie w stadzie)  a bardziej z utożsamianiem się, „nie jestem sam”, „inni też tak myślą”, dla człowieka jest to podstawowa potrzeba. Pisząc skrótami, każda organizacja ma swój schemat działania, zależności pionowe, poziome. Każda wymaga lojalności członków, jedne są bardziej inne mniej demokratyczne. I jeszcze, gdy się czyta prace Brzeskiego czy Kosseckiego to odkrywa się, że większość organizacji (i pro, i anty) o doniosłych działaniach było powoływanych przez służby związane z władzą swojego kraju lub sąsiadów. Badania psychologiczne wskazuję, że łatwiej manipulować masami lub jednostkami w organizacji niż indywidualistami. Wiemy, że Marks był najbardziej znienawidzonym człowiekiem swojej epoki a więc i atakowany, poddawany manipulacjom. Sprawę pierwszej Międzynarodówki wyjaśniłem poprzednio. Podobne orientacje polityczne to za mało. To tak jakby chcieć by połączyły się wszystkie organizacje obecnej lewicy w jedną organizację. Po za tym w każdym zbiorze grup różniących się nawet szczegółami rozpoczyna się walka o dominację.
Z II Międzynarodówką było podobnie, marksiści, późniejsi komuniści, syndykaliści, anarchiści, radykalna lewica antybolszewicka, ruchy centrowe (demokratyczny socjalizm) i reformistyczne, nie mogli dojść do porozumienia, demokracja nie jest dobrym rozwiązaniem. W końcu Rewolucje poprowadziła i wygrała nie Międzynarodówka a jedna z mniejszych partii. A Międzynarodówka żywot swój zakończyła największą przegraną, wstydem, nie potrafiła skoordynować działań, by ten niby internacjonalistyczny proletariat nie mordował się milionami na wzajem na dodatek w służbie swoich największych wrogów. To tylko dowód, że była ona manipulowana przez rządy mocarstw, że burżuazja posiadała (jakby powiedziała cybernetyka) lepsze możliwości sterowania. III M. została stworzona przez władze ZSRR, miała służyć rozszerzaniu ideologii  i była trzymana silną ręką, nastąpiło przesunięcie w drugą stronę (tylko jedna droga), była łącznikiem z innymi krajami i też przegrała, popełniła mnóstwo błędów. Dyktatury mają krótki żywot.
Błędna polityka dążąca do narzucenia ideologii innym, zapomnienie o konieczności zaistnienia warunków, o tym, że świadomość może zmienić jedynie przy zmianie bytu, walka z religią, jedną z podstawowych potrzeb człowieka, trzymanie się dogmatów. Polityka powinna być racjonalna i prakseologiczna. Walka o społeczne wyzwolenie powinna być prowadzona w oparciu o arkana, sztukę walki a nie romantyczny rewolucjonizm (fascynująca „Sztuka wojny” Sun Tzu). Już Engels, pod koniec swego życia, zdawał sobie sprawę z niesłychanej siły kapitalizmu i nikłych szans ruchów rewolucyjnych. Udało się ale wiemy, że było to wręcz sprzeczne z obowiązującymi wtedy zasadami, wytycznymi marksizmu, było jednak oparte o analizę rzeczywistości. Dzisiaj żaden, typowy ruch rewolucyjny nie ma szans, może nie na zdobycie władzy (bo jest to często przyzwolone, stosowane jako wentyl bezpieczeństwa) ale jej dłuższe utrzymanie. To co stało się 100 lat temu - trwa, choć ulica uważa inaczej sądząc, że przedstawiciele Komunistycznej Partii Chin czy KGB i GRU są we władzach ot tak, dla jaj.
I tu można wrócić do posługiwania się obecnie określeniami, pojęciami z marksizmu.
Pamiętajmy, że każda nauka, każda teoria ma kontekst historyczny. O ile pojęcia takie jak „klasa społeczna”, „walka klas” są niezmienne i aktualne gdyż dotyczą rzeczywistości to „dyktatura proletariatu” jest wymyśloną koncepcją utrzymania władzy, pojęciem z minionej epoki. Przeciwnicy pytają – z kim chcecie walczyć, z jakim kapitalizmem, z jakimi kapitalistami, przecież wszyscy jesteście w nim „umoczeni”. Moim zdaniem dzisiaj walka się toczy na innym poziomie, mamy imperializm i walczy się z imperiami, które opanowały świat, z reprezentującą ich finansjerą. Świadomość tego jest coraz większa (przykładem Wenezuela czy coraz większa popularność Globalnego Sojuszu Rewolucyjnego).
Odpowiedzi na temat: „Jak mh opisuje doświadczenia wynikające z powstania, istnienia i upadku ZSRR?” nie podejmuję się, temat zbyt obszerny. 

 

Marcin Brys

Czekamy na Twoje uwagi: biuro@club-homo-sapiens.eu  lub "kontakt"