książka "Dekada przełomu"

 


Dotyczy książki "Dekada przełomu" Michała Siermińskiego

Zastanawiające, od rzeczywistego końca PRL-u minęło 37 lat (choć oficjalnie skończył się w 1989), to więcej niż PRL trwał, a mimo tak niebywałego rozwoju komunikacji informacyjnej, dostępności źródeł, ciągle pojawiają się próby zrozumienia tego okresu, przyczyn jego upadku i ciągle bez rezultatu, bez jasnych wyników.
Może to dla mnie jest zastanawiające a inni bez zastanowienia dokonują jeszcze raz, i jeszcze raz próby rozwiązania problemu tymi samymi narzędziami, tymi samymi metodami. Nie szkoda czasu, energii? Coraz mniej wiemy, coraz więcej pojawia się pytań. Przypomina mi to stan nauk przyrodniczych uprawianych przez tak zwaną elitę naukową. Spytajcie o to jak wygląda świat, jak działa a pojawi się niezliczona ilość teorii.
Czy to wynik upadku pozytywizmu, nauk empirycznych i tego konsekwencje? Wina ewolucji metod naukowych (okres I połowy XX w.)? Marksizm został wykluczony z grona nauk, okrzyknięty ideologią, tylko ideologią. W naukach społecznych buduje się myślowe modele (może nie matematyczne) i bada się je. Oczywiście wykorzystuje się przyjęte dogmaty, założenia, zakłada zależności, siły. Jeszcze 100 lat temu religia i nauka stała w opozycji do siebie a teraz stają się prawie nieodróżnialne (oczywiście nie mówię o poziomie ulicy). We współczesnych umysłach funkcjonuje określony (teoretyczny) model państwa, PRL, ustroju socjalistycznego. W nim walka klasowa, proletariat, lewica, socjalizm i tym podobne kategorie, pojęcia (zapomina się, że ich znaczenia też ulegają zmianie) no i filozofia (idee) czyli teoria. Bada się taki model. Ale rzeczywistość rzadko w pełni współbrzmi z teorią (dokładność modelu). Teorie wykorzystuje się w technice, a właśnie zarządzanie państwem, społeczeństwem, polityką to obszary techniki. Może zamiast badać model lepiej będzie przyglądnąć się ówczesnej rzeczywistości, przeanalizować kto, jakimi metodami, po co, dla jakich celów ją zmieniał. Jest to możliwe, choć utrudniony jest niejednokrotnie dostęp do źródeł, często niebezpieczny.
Kochan napisał „ … to książka, której autor odważnie postawił sobie za cel polityczny i ideowy obrachunek z przywódcami tzw. lewicowej opozycji związanych z Solidarnością, ukazując ich zresztą przede wszystkim w świetle ich własnych słów, przemyśleń i politycznych deklaracji.” Przepraszam ale to niezbyt poważne brać za dobrą monetę to co mówią politycy chyba, że zastanawiamy się nad tym po co, w jakim celu oni to mówią. A jeśli już będziemy zadawać takie pytania (po co, w jakim celu…) to musimy ustalić reżysera. Jeśli wie się jak zorganizowane jest państwo to nie jest to trudne. Cóż on robił, robi? Tworzy ( w uproszczeniu) symbole, stereotypy, nowe znaczenia, fakty, wychowuje kadry swoich zwolenników, następców a także swoich wrogów (infantylnie jest sądzić, że najniebezpieczniejsi są zawodowi agenci, najgorsi są ci, którzy myślą, że robią coś z własnej woli gdy tymczasem ktoś poznał ich wcześniej w określonych warunkach i wie teraz jak nimi manipulować). Tak jak w show biznesie tak i w polityce tworzy się gwiazdy, autorytety, najczęściej z nieudaczników, lansuje się je (przedstawiając ich jako męczenników, geniuszy lub szczęściarzy. Sprawowanie władzy wymaga kontroli myśli, uczuć, elementarnych odruchów emocjonalnych. Każdej władzy, w każdym systemie, w każdym miejscu, w każdym czasie. Tak wygląda „dobra robota”. Kto uważa inaczej ten potwierdza, że nigdy nie kierował większym zespołem ludzkim. Funkcjonowanie społeczeństwa to zbyt poważna sprawa by zostawić je samopas. Cel jest jeden, zapewnić bezpieczeństwo społeczeństwa i siłę państwa. Wiadomo, zawsze zostaje pytanie o „legitymację” „reżysera” ale jak ktoś powiedział – poznacie ich po czynach a nie po słowach.
Nie przywiązywałbym zbyt dużej uwagi do klas społecznych, nie ma genów proletariatu nie mówiąc o genach rewolucyjnej świadomości. Biologia nie ma tu znaczenia. Są memy, to one umożliwiają kształtowanie np. proletariatu jak plasteliny. Z dziecinną prostotą można internacjonalistyczny proletariat rzucić przeciwko sobie by wymordowali się milionami i imię obrony interesów swoich (podobno) największych wrogów. Więc równie łatwo można będzie go pchnąć, we właściwym czasie, do walki w dobrej sprawie.  Może z analizy funkcjonowania wymyślonych modeli, trzymania się dogmatów wynika konieczność czy możliwość dyktatury proletariatu ale rzeczywistość będzie inna. Trzeba czynić to co niezbędne i korzystne. Wiedział o tym Lenin ale przegrał z tymi, którzy powoływali się na dogmaty, na potrzebę dyktatury proletariatu. Nie powtarzajmy błędów. To nie klasy sprawują władzę ale ich  „reprezentanci”, którzy potrafili je wykorzystać, nie ma czegoś takiego jak demokracja. Jest jedno ograniczenie, każdy ruch ma szanse wygranej gdy pojawia się we właściwym momencie (Marks). Dlatego ważniejszym od snucia marzeń jest zdobywanie wiedzy o rzeczywistości by odkryć sprzyjające warunki. Pragmatyczne działanie jest ważniejsze od niewoli ideologii.

Marcin Brys
maj, 2017 


Czekamy na Twoje uwagi: biuro@club-homo-sapiens.eu  lub "kontakt"