O marksizmie

 

W NAWIĄZANIU DO „LEWICA BEZ DIALOGU”

 

Zdecydowałem się dorzucić swoje przemyślenia do tekstu przesłanego (16.06.2016) przez Stacha Głąbinskiego,  poruszonego treścią artykułu na www.kulturaswiecka.pl (Lewica bez dialogu). Czynię to z dwu powodów, pierwszy bardziej formalny a drugi wynikający z toczącej się w Internecie dyskusji o lewicy i marksizmie (czym on jest, jakie zadania stoją przed marksistami…).
A więc od początku. Przyznam się, że denerwują mnie określenia „intelektualista”. Od razu rodzi się we mnie podejrzenie manipulacji, wszystko z powodu beztroskiego szafowania tym określeniem przez media i polityków. Elita intelektualna, dostojnie to brzmi, a tym czasem, jak często słyszymy, ma się na myśli, przykładowo,  zamordowanych w IIWŚ żołnierzy, żandarmów, polityków, urzędników a nie choćby naukowców z UJ czy Lwowa.
Cóż to za kraj mający takich intelektualistów? Z całym szacunkiem dla prof. Reykowskiego ale to określenie „intelektualisty” jest również na wyrost. To przede wszystkim znakomity psycholog społeczny mający ciągły związek z praktyką społeczną i z władzą, mający „na sumieniu nie jedno” co nie przystoi intelektualistom.
Stach Głąbiński nie określił precyzyjnie czasu, w którym omawiane były zagadnienia, o których pisze, które go poruszyły. Z jego wypowiedzi można by wnioskować, że dzieje się to teraz. Nie, to stare tematy. „Czas dla lewicy” i „Projekt dla Polski – perspektywa lewicowa” są z przed 5 lat. Prof. Reykowski nawoływał do dyskusji na rozpoczynającym się, wtedy, spotkaniu lewicowych działaczy. Zastanawiające, jak to możliwe, że po odczycie tak znakomitego psychologa społecznego, specjalisty od rozwiązywania problemów społecznych, po jego wprowadzeniu do dyskusji o kondycji i perspektywach polskiej lewicy w marcu 2011 roku, oficjalna lewica szła od kompromitacji do kompromitacji by w końcu znaleźć się na marginesie polityki. Może tu jest klucz -  „To spotkanie czołowych działaczy i intelektualistów polskiej lewicy, które z udziałem Aleksandra KWAŚNIEWSKIEGO i Grzegorza NAPIERALSKIEGO…” (Redakcja Res Humana).  Podkreśliłem – „intelektualistów”. Ale to raczej moja złośliwość. A może to wynik manipulacji znakomitego psychologa społecznego? Tylko w jakim celu? Skierowania na boczny tor zramolałej lewicy? To pytanie nie dawało mi spokoju. Sięgnąłem do prac, o których na forum tym się wspomina. Profesor, na końcu wypowiedzi - „Konflikt i dialog w demokracji” napisał: Sądzę, że lewica powinna dążyć do zmian tego paradygmatu, do rozwijania i umacniania form kolaboratywnych i zastępowania form adwersaryjnych przez agonistyczne. Ale warunkiem takich zmian jest przekształcenie sposobu myślenia o społecznej rzeczywistości, przezwyciężenie wiary, że stosunki rynkowe są prototypem wszelkich społecznych stosunków. Wiara ta opanowała umysły dużej części elit i zwykłych ludzi, a także umysły wielu ludzi lewicy. Lewica musi wyzwolić się z tej wiary.” Paradygmat ma dotyczyć sposobu myślenia o demokracji. A więc Lewico walcz o miejsca w Sejmie czy w Senacie, wstawiaj na listy wyborcze ładne dziewczyny, celebrytów, ważne są zdobyte miejsca. Potem będziecie przekonywać, „walczyć”. Żyjemy, w końcu, w demokracji. To okropne, 2,5 tys. lat od Platona, 150 od Marksa i dalej mówi się o demokracji. Demokracja, jako ustrój, nie istnieje, może być jedynie klasowa, w obrębie jednej klasy a nie całego społeczeństwa. Ale co się czepiać, współcześni naukowcy to dzieci lub obserwatorzy cieni na ścianach jaskini.

Żyjemy w „świecie na opak”, w którym w wyniku manipulacji semantycznych zmieniono znaczenia wielu ważnych dla życia społecznego słów. Lewica to przecież ruch przypisujący nadrzędną wartość ideom równości, postępu i sprawiedliwości społecznej. Choćby nie wiem jak się wysilać to nie dopasuje się do niej SLD, inne zaś partie (ponoć lewicowe) błąkają się otumanione na obrzeżach tego ruchu. No i stało się, wybory wygrała prawdziwa lewica zwana potocznie prawicą. Bo liczy się rzeczywistość a nie przekazywane obrazy. Ale wróćmy do meritum.
Czy i jak może lewica walczyć o zmianę formacji społecznej, o obalenie kapitalizmu.
Nie zapominajmy, że to byt kształtuje świadomość a nie odwrotnie. To kultura (w jej szerokim rozumieniu) podlega doborowi naturalnemu.
„Żadna formacja społeczna nie ginie, zanim nie rozwiną się wszystkie te siły społeczne, którym daje ona dostateczne pole rozwoju, a nowe wyższe stosunki produkcji  nie zjawiają się nigdy na jej miejsce, zanim w łonie starego społeczeństwa nie dojrzeją materialne warunki ich istnienia. Toteż ludzkość stawia sobie zawsze tylko takie zadania, które może rozwiązać, bo gdy się bliżej przyjrzeć tej sprawie, okaże się zawsze, ze samo zadanie wyłania się dopiero wówczas, kiedy materialne warunki rozwiązania go już istnieją lub co najmniej znajdują się w procesie stawania się.” (Przyczynek do krytyki ekonomi politycznej – przedmowa – K. Marks 1859r.)
Proponuję jeszcze raz przeczytać powyższy cytat. Jego treść jest istotna dla rozważań o roli człowieka czy  klasy w ewolucji społecznej (trudno obecnie się z nią nie zgodzić). Marks napisał ten tekst mając 41 lat, po latach przykrych doświadczeń w  działalności rewolucyjnej i po latach pracy naukowej nad teorią kapitalizmu. Co więc można zrobić by przyśpieszyć bieg ewolucji, co jest jej motorem, co jest tą „niewidzialną ręką” kierującą rozwojem kultury? Kultury pojmowanej jako wszelka działalność człowieka. Marks nieraz wspominał, że człowiek jest zwierzęciem społecznym ale to mało, człowiek jest zwierzęciem kulturowym. Popatrzmy na historię, z pewnym uproszczeniem. Nie jesteśmy jedynymi zwierzętami posługującymi się narzędziami ale tylko my potrafiliśmy świadomie naśladować innych posługujących się nimi, wprowadzać innowacje, uczyć swoich bliskich wykorzystania tych narzędzi. Rozwój narzędzi, a więc techniki wynika z postrzegania przez człowieka coraz to innych ich możliwości, zastosowań, dostosowań. To najważniejsza funkcja tego co zwiemy inteligencją, rozwiązywaniem problemów, szukanie sposobów, narzędzi. Każde nowe narzędzie (odkrycie, wynalazek) jest początkiem wielu kolejnych. To nie zmieniło się do dzisiaj. Przykładowo: elektryczność – telegraf przewodowy – fale – telegraf bez drutu – radio – TV – media. To tylko główne etapy, z każdego z nich rozchodzi się mnóstwo gałęzi. Drzewo technicznej ewolucji rozrasta się niczym drzewo ewolucji biologicznej. Jedne konary, gałęzie usychają a inne pną się coraz wyżej i wyżej. W tej biologicznej największym osiągnięciem jest gatunek posiadający świadomość i inteligencję, czy w ewolucji techniki miałoby się to powtórzyć, sztuczna inteligencja potrafiąca opanować wszechświat? Ale nie o tym miałem napisać.

Zdawałoby się, że człowiek był panem sytuacji, motorem postępu, że to on tworzył narzędzia by poprawić swoje życie, że on dysponuje „wolną wolą”. Ale tak naprawdę to oddziaływanie było obustronne. Narzędzia zaczęły zmieniać życie człowieka, jego kulturę, wyalienowały się, zaczęły nim kierować, rządzić. To one pozwoliły człowiekowi na zmianę sposobu życia, np. na osiadły tryb życia, kulturę rolną, dały mu więcej czasu. Rozwój tych sił wytwórczych powodował zmianę, niezależnie od woli ludzi, stosunków zachodzących w życiu tych ludzi w ramach swoich społeczności, powodował zmianę ich świadomości wspólnego życia, zmuszał ich do innych zachowań. Co ważne, zmuszał ludzi do tworzenia nadbudowy prawnej, ekonomicznej i politycznej. Przypomnę, omawiam to w uproszczeniu.
Wraz z rozwojem cywilizacji, kultury, środki produkcji pozwalały na uzyskiwanie większej wydajności, a tym zmuszały ludzi do radzenia sobie z nowymi sytuacjami. Narzędzia – środki produkcji – siły wytwórcze – stosunki produkcji – struktura ekonomiczna – struktura społeczna – nadbudowa prawna, polityczna – świadomość społeczna, to kierunek i zwrot wiatru historii. „Nie świadomość ludzi określa ich byt, lecz przeciwnie, ich byt społeczny określa ich świadomość.”  Wiadomo, każdej akcji towarzyszy reakcja więc należałoby dodać sprzężenia zwrotne. Gdzie tu rola człowieka? Jest replikatorem memów, nośnikiem maszyny memowej, korelatorem. Oczywiście ten „pociąg” historii nie pędził wszędzie z taką samą prędkością. Przebieg każdej ewolucji opiera się o dobór naturalny. W przypadku sił wytwórczych korzystnym środowiskiem było choćby to, które było bogate w niezbędne minerały dające się łatwo przerobić, rośliny i zwierzęta dające się łatwo udomowić, różnorodne grupy ludzkie wywołujące nie tylko zatargi ale potrafiące również współpracować. To wyjaśnia nierównomierny rozwój cywilizacji.
I tak oto dojechaliśmy do wieku XVI gdy odkrycia geograficzne i pierwsze ważne spostrzeżenia naukowe przyczyniły się do przyśpieszenia rozwoju sił wytwórczych. Domagały się one coraz to więcej ludzi dla siebie, opuszczali oni ziemię (grunty), zostali zredukowani do siły roboczej, własność została sprowadzona do kontroli środków produkcji, oddzielonych od pracy, celem produkcji stała się akumulacja kapitału. Trzeba było dostosować do tego poziomu stosunki produkcji (nawet siłą), zdefiniować prawa, zmieniła się struktura ekonomiczna, społeczna. Pojawiło się to co nazwano kapitalizmem. Budowała się nowa świadomość społeczna. Czy kapitalizm można było wymyśleć wcześniej? Może tak ale na pewno nie dało go się zbudować, zorganizować, poziom rozwoju sił wytwórczych musiał osiągnąć pewien pułap. Czy socjalizm (lub komunizm) można było wymyślić wcześniej? Oczywiście, że tak, ale na pewno nie dałoby się i nie da się  zastąpić nim kapitalizmu w dowolnym momencie. Co więc począć z całym tym ruchem rewolucyjny, naukowym komunizmem, marksizmem? Wycisnąć, wtedy odpadną mity, stereotypy, hasła propagandowe. Pozostanie esencja, istota, na którą i tak trzeba popatrzeć poprzez kontekst czasowy.
Chyba na miejscu byłby tu cytat: „Dopiero na pewnym, a w naszych dzisiejszych warunkach nawet na bardzo wysokim stopniu rozwoju społecznych sił wytwórczych staje się możliwe podniesienie produkcji do takiego stopnia, że zniesienie różnic klasowych może stanowić istotny postęp i że może ono być trwałe i nie spowoduje zastoju czy nawet regresu w społecznym sposobie produkcji.” (F. Engels – Sprawy społeczne w Rosji -1875r.) Czy to nie wyjaśnia upadku tak zwanego realnego socjalizmu?
Kapitalizm spowodował lawinowy rozwój środków produkcji, kultury. Ten rozwój wymuszał i coraz bardziej wymusza powstawanie zmian, przebudowę kapitalizmu, zmian w strukturze ekonomicznej i społecznej oraz politycznej. Pojawił się imperializm, który opiera się na wyzysku całych narodów, na podporządkowaniu całej ludzkości niewielkiej grupie, zniewolenia we wszystkich przejawach życia. Bezwzględna konkurencja spowodowała panowanie nad światem grupy związanej z jednym narodem. Kosztem setek milionów ofiar USA opanowało i zamknęło w obozie całą resztę. Karze ostro nieposłuszeństwo, praniem umysłów, manipulacją tworzy armię posłusznych sobie „pożytecznych idiotów”. I tu stałe pytanie. Co robić, co ma robić LEWICA? Odpowiedź jest prosta, wynika z pierwotnej definicji lewicy. Tak więc lewica winna się skupić na działalności związków zawodowych i różnego rodzaju rad.

Bronić jakości swojego życia, ciągle domagać się poprawy, lepszych warunków pracy, bezpieczeństwa dla siebie. Nie może przejmować się tym czy władza, kapitał podoła, jeśli nie potrafią wypracowywać zysków przy tych dodatkowych utrudnieniach to odejdą albo złapią za kija. Ważne tylko by stanowić monolit, nie ważna wiara, poglądy polityczne, stosunek do przeszłości, ważny szacunek dla człowieka, zachowanie jego godności..
Ale to wszystko nie po to by dostawać się do np. Sejmu czy Senatu a po to by w sposób rozsądny i bezkompromisowy rzucać kłody pod nogi władzy lub kapitałowi gdy próbuje prowadzić swoje interesy nie licząc się z ludźmi pracy (proletariatem w szerokim rozumieniu Engelsa).
Nie mówmy już o demokracji, demokracji przedstawicielskiej, nie zwracajmy na nią uwagi, została już dawno skompromitowana i nikt rozsądny nie uważa jej za wzorowy system, za system możliwy do funkcjonowania. Demokracja przedstawicielska jest najlepszą ochroną kapitalizmu, tak mówił Lenin. Daje złudę równości obywateli, przykrywa faktyczne nierówności między klasami, nierówności w udziale we władzy. W dzisiejszym świecie dominacji polityki informacyjnej, wyżyn, szczytów manipulacji, braku granic sprzedaży zasad, demokracja ta niczym nie różni się od dyktatury klasy rządzącej,
To wszystko nie świadczy, że lewica nie powinna prowadzić działalności politycznej ale nie jako partia polityczna tylko jako ruch popierający ludzi o poglądach postępowych, nie ważne w jakich partiach występujących, jak pokazuje życie jest ich wielu. Co innego to ruch marksistowski. Tu niezbędnym jest jego propagowanie ale nie jako działalności rewolucyjnej a jako nauki, nauki, która pozwoli zobaczyć ten świat takim jakim jest a nie jakim go przedstawiają media systemowe i sprzedajni pseudouczeni. Bycie marksistą to nie tylko posiadanie wiedzy ale umiejętność  korzystania z niej, tak by właściwie poznać przeszłość, teraźniejszość i przewidzieć przyszłość. To swobodne poruszanie się w obszarze ekonomii, psychologii, socjologii, memetyki czy cybernetyki, opierania się o materializm, prawa dialektyki. To umiejętność samodzielnego myślenia, wyjątkowo rzadki dar. Historia pokazuje, że tacy ludzie zazwyczaj pojawiają się poza proletariatem, wyrastają z innych rodzin. Właśnie to, ich naukowe spojrzenie może powodować, że mogą nieraz być po drugiej stronie barykady, naprzeciw proletariatowi. Dyktatura proletariatu nie jest dobrym pomysłem gdy na co dzień ma się dosyć „dyktatury” chamstwa, głupoty i prymitywnego populizmu.
Podstawowym celem wszelkich stowarzyszeń marksistowskich winno być kształcenie, zdobywanie wiedzy, dzielenie się nią a przede wszystkim ukazywanie jak wygląda świat. Powinny być one naukowym zapleczem praktycznego działania lewicy. Nie sposób nie widzieć siły i bezwzględności „kapitału”, jego terroru i podatności ludzi na wpływy pieniądza. Jedyną skuteczną metodą walki jest opór, bo opór można prowadzić otwarcie, jawnie, całymi siłami, masami. Wszelki atak, wymachiwanie szabelką skończy się w warunkach  panowania nad umysłami ludu klęską lub wpuszczeniem ruchu w maliny, najczęściej jest on kierowany przez przedstawicieli przeciwnika i wykorzystany do wypuszczenia nadmiaru energii, pary.
Najważniejszą rewolucją jaką powinniśmy wzniecić to rewolucja w myśleniu i postrzeganiu świata.

23.06.2016r.
Jan Red


Czekamy na Twoje uwagi: biuro@club-homo-sapiens.eu  lub "kontakt"