Rozważania o religii

Robinson

Kilka przemyśleń na temat religii.

Na temat religii powstała już niezliczona ilość prac, mimo tego, religie, które funkcjonują najbliżej nas, uznawane są za uniwersalne, najbardziej słuszne i pozbawione absurdów właściwych dla innych. Najczęściej nie myśli się o setkach religii dalej aktualnych czy tych już upadłych, czy  zanikających. Jeśli przyjąć, że są one częścią kultury, a przecież są, że są zbiorami memów to rzeczą oczywistą jest, że razem z kulturą ulegają ewolucji. Religie się zmieniają (unowocześniają organizacyjnie, podlegają centralizacji), religie się rozdrabniają dzieląc na różne wyznania, religie się zwalczają (często z pomocą świeckich protektorów), zlewają ze sobą, pochłaniają inne, religie się rodzą a więc i umierają. Nie trudno sypać przykładami. Ewolucja trwa, kieruje się swoimi prawami, nie ma tu znaczenia, że wyznawcy każdej z religii roją naiwne przeświadczenia iż wszystkie inne religie wymrą a ostanie się tylko ich. Zapomina się, a trzeba pamiętać i ciągle uświadamiać sobie, że wszystko jest w ruchu, że nie ma niczego stałego, a nawet gdy ludzie starają się wszelkimi siłami by coś było stałe, to narastające sprzeczności wynikające ze zmian w otoczeniu brutalnie dają znać o sobie burząc budowane mury. Początki wiary religijnej datuje się na około 100tys. lat temu, tyle czasu, w przybliżeniu, trwa ewolucja kultury. „Aby dostrzec ten problem, wystarczy pomyśleć o obecnej, globalnej ekspansji zachodniej technologii i kultury świeckiej, prowadzącej do zaniku setek języków i kultur podczas życia paru pokoleń.” (1) Autor pracy, z której ten cytat pochodzi, znakomity amerykański filozof Daniel C. Dennett, poświęcił kilkadziesiąt stron rozważaniom o tym czy powinno badać się religie, badać w sposób naukowy, prześwietlać je. Odpowiedź nie jest prosta. Czy powinno się pokazać wyniki ogółowi, bez osłonek, kawę na ławę? Nie chodzi tu tylko o religie jako zjawisko społeczne ale głębiej, badać procesy w mózgu, manipulacje psychologiczne, polityczne, ekonomiczne i co najważniejsze wyjawić genezę i procesy rozwojowe. Po prostu wszechstronnie, nie ograniczając się do rozważań na temat bytów religijnych jak to zdarza się R. Dawkinsowi czy typowym ateistom. Ciekawym jest, obchodzenie z daleka przez Dawkinsa, problemu samych religii przy jednoczesnym bezpardonowym atakowaniu występujących w nich bogów. Niechęć do naruszania tabu? Czy, przykładowo,  nie szkoda czasu na rozważanie nad sposobem pojawiania się Św. Mikołaja czy nad jego charakterem? Ważniejsze jest chyba gdzie, kiedy i dlaczego pojawiły się takie mity. Rodzice chcąc zapewnić dzieciom uczestnictwo w tej tradycji wprowadzają zmowę milczenia, tabu chroniące Mikołaja. Z religiami jest podobnie. Ale tu tabu jest silniejsze, bardzo silne.
„Fałsze i mity, które stanowią mądrość potoczną (w cudzysłowie), mogą czasem trwać nieograniczenie długo po prostu dlatego, że sam zamiar ujawnienia ich jest, za sprawą tabu, traktowany jako wstydliwy lub niestosowny. Wspólnie żywione wątpliwe domniemania bywają podtrzymywanie przez całe lata lub nawet stulecia tylko dlatego, że każdy zakłada, iż ktoś inny zna jakieś dobre powody, by ich nie kwestionować, więc nikt nie ośmiela się tego uczynić.” Ten cytat, ta myśl idealnie pasuje do Chrześcijaństwa (głównie KK), gdy połączy się ją, jak to uczynił Dennett z treścią bajki „Nowe szaty króla”. Łamanie na „dworze” wszystkich norm etycznych i moralnych, wszystkich zasad, wskazuje, że król i dworzanie czują, znają prawdę. Ale tabu obowiązuje. Wyjść na ulicę? To może być koniec. (1)
Mówi się, że szczegółowych definicji religii jest tyle, ile religii na globie ziemskim. Trzymajmy się jednak materializmu traktującego religie jako twory ludzkie (nie zjawiska nadprzyrodzone),  jako coś co kiedyś w kulturze powstało, co zmieniało się jako zjawisko historyczne, jako formę świadomości zbiorowej zawierającej treści społeczne, obraz świata przyrody. Ten akcent na społeczny, charakter, odróżnia religie od prostych, indywidualnych wierzeń.
Wspominany Dennett doda, że religie to systemy społeczne, których uczestnicy deklarują wiarę w nadprzyrodzony czynnik sprawczy, o którego aprobatę należy się starać.
To wszystko i tak niewiele wyjaśnia bowiem dalej pozostaje trudność oddzielenia zjawiska religijnego od niereligijnego, całego zbioru zjawisk około religijnych. Na przykład magii czy teozofii czy wszelakich świeckich kultów. Nawet we współczesnych rozwiniętych religiach, nie mówiąc o dawnych i prymitywnych, spełnia się nie mało czynności o charakterze magicznym – wystarczy wspomnieć o sakramentach w katolicyzmie.
Możemy uznać, że czynności magiczne zmierzają do podporządkowania sobie sił nadprzyrodzonych, których istnienia człowiek dopatruje się w świecie. „Czynności religijne natomiast posiadają charakter kultowy, wyrażają cześć, poddanie, uległość i prośbę dla zjednoczenia sobie tych sił.” (4)
Dodajmy jeszcze do powyższego kulty, nie wewnątrz religii lecz poza nimi, oparte na ustalonych przez autorytety dogmatach, pielęgnowane przez grupy interesów, polityków, świat nauki, show biznes, i dalej, wszystkie ruchy zaczynające się od przedrostka „para”, czy choćby tak zwany kult „cargo”. Złamanie tabu w tych przypadkach jest często tragicznym końcem dla śmiałka.
Badać czy nie badać, czy religie pociągają za sobą więcej zła czy dobra, a może są naturalną formą świadomości społecznej?
Trudno się mówi o powstawaniu religii. Mamy cały czas obraz religii w obecnych, współczesnych kształtach, często bardzo rozbudowanych, skomplikowanych. Nasuwa się tu myśl, że równie trudno pojąć powstanie tak skomplikowanych organizmów, czy organów (jak je obecnie widzimy) w ewolucji biologicznej, jeśli zapomnimy o jej długiej drodze. Początek był niesamowicie prosty, w kulturze czy religiach było podobnie. Czy powstawanie religii było czymś wyjątkowym, dziwnym, nienaturalnym. Raczej nie, można by powiedzieć, że było to zjawisko naturalne i nieuniknione w każdej kulturze. Pascal Boyer w pracy „I człowiek stworzył bogów…”  zajmuje się powstawaniem wyobrażeń religijnych, przyczynami ich budowania i takiego a nie innego kształtu odwołując się do współczesnych badań antropologicznych, psychologicznych i badań procesów zachodzących w mózgu. W zakończeniu pracy pisze on: „Starałem się objaśnić fenomen religii w kategoriach systemów funkcjonujących w każdym ludzkim mózgu i wykonujących szereg ciekawych, ważnych czynności, systemów, które nie zostały stworzone wyłącznie po to, żeby kreować idee i postawy religijne. Nie istnieje instynkt religijny, żadna szczególna skłonność naszego umysłu, żadne specjalne predyspozycje, powodujące przyswajanie tych idei, żaden ośrodek wiary ukryty w mózgu, a wierzący nie różnią się od ateistów pod względem podstawowych funkcji poznawczych. Nawet wiara zdaje się być prostą pochodną sposobu, w jaki wyobrażenia i dedukcje funkcjonują w sferze religii, podobnie jak w innych dziedzinach.” I dalej podsumowuje, że religia w opisanej przez niego postaci stanowi jedynie uboczny efekt funkcjonowania naszego mózgu. Podkreślmy – „wierzący nie różnią się od ateistów”. Ale o tym za chwilę.
Boyer mówi, że religie powstały we wszystkich kulturach, wyobrażenia religijne mobilizują siły systemów kojarzeniowych, które istnieją niezależnie od religii. „Dlatego religia jest prawdopodobna. Ze względu na predyspozycje mózgu ludzkiego, fakt, że żyjemy w grupach, sposób komunikowania się z otoczeniem i tworzenia skojarzeń, bardzo prawdopodobne wydaje się odnalezienie we wszystkich społecznościach ludzkich wyobrażeń religijnych w opisanej wyżej formie, a zawierających szczegóły specyficzne dla poszczególnych grup.” Natomiast działalność naukowa jest przeciwna naturze, przyswajanie wiedzy naukowej jest trudniejsze od przyswajania wyobrażeń religijnych.
„Ujmując problem nieco inaczej – działalność naukowa jest zarówno pod względem poznawczym, jak i społecznym wysoce nieprawdopodobna. Uzasadnia to, dlaczego rozwinęła się w ograniczonej liczbie krajów, w niewielkiej grupie ludzi, w okresie stanowiącym okruch dziejów ludzkości.” Boyer przywołuje tu powiedzenie R. McCauleya (prof. psychologii na Uniwersytecie Pensylwania), że nauka jest tak „antynaturalna” dla umysłu człowieka, jak „naturalna” jest dla niego religia.
Wróćmy tu do ateizmu. Czy różni się on od religii (pomijając treść)? Nie. W podobny sposób zasiedla ludzkie umysły, ma podobne przyczyny. Nie wynika z naukowego poznania świata. Trudno nauce udowodnić, że czegoś nie ma choć może ona prześledzić, obiektywnie, drogę od powstania i dalszy rozwój jakiegoś sądu czy teorii a to jedynie zmieni sposób patrzenia na dane zjawisko, potwierdzi jego istnienie. KK posiada nawet pojęcie „ateizmu niezawinionego”, który nie powoduje wykluczenia ateistów z wiecznego zbawienia (II Sobór Watykański) a wynika on z odrzucenia Boga, jakiego tak naprawdę nie ma, który nie istnieje (z punktu widzenie nauki kościoła), często jest wynikiem przeżycia religijnego, „ wynikiem bądź to fałszywej interpretacji samego w sobie słusznego poczucia wolności i autonomii współczesnego człowieka czy jego woli wyzwolenia się z gospodarczych i społecznych kajdan, bądź to wyrazem zabsolutyzowania wartości ludzkich.” Często jest też wynikiem niewłaściwych działań konkretnych religii, dziedziczności kulturowej czy młodzieńczej przekory.
Badania potwierdzają, że ateizm jest chwiejną postawą spełniająca w pewnym wieku zasadę „Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek”. (6) To wszystko zmusza nas do odróżnienia ateizmu od naukowego światopoglądu.
 Trudno ocenić czy w ostatnich wiekach więcej religii powstało czy zaniknęło. Może przypatrzmy się przykładom ich śmierci.
Literatura dotycząca badań upadków, zaniku religii nie jest rozbudowana. Wiemy, że istniały na wszystkich kontynentach i były przez wieki z powagą traktowane jako drogowskazy życiowe, oddziaływały nie tylko na samego człowieka ale i na ustrój społeczny, sztukę, normy moralne, tradycję jednoczącą dane społeczności. Z większości tych wierzeń nie pozostało dziś nic. „Prześledzenie tego procesu zanikania wiary, zbadanie dokładne, jak ludzie odchodzili od tego, co jeszcze parę pokoleń wcześniej, niekiedy kilka lat wcześniej, było dla nich święte, jak tracił dla nich swój blask i szarzał dotychczasowy ideał niebieski – to wszystko przecież tematy pasjonujące i warte sumiennych, bo nad wyraz pracochłonnych studiów.” (3)
Religia to coś więcej niż wierzenia, to zjawisko społeczno-kulturowe obejmujące pojęcie świętości, dogmaty, genezę człowieka, praktyki, normy, organizację instytucji  z nią związanych i wiele innych pojęć. Często miały świeckich protektorów, utrzymywali  je oni, wykorzystywali do swych celów albo odrzucali odbierając, cofając państwowe subsydia co doprowadzało je do upadku.  
„…koniec religii – to rozpad organizacji religijnej, rozkład duchowieństwa, chociażby istniały jeszcze nielegalne grupy ostatnich wyznawców. Jeżeli nawet zabraknie religii ducha i zapału, to mimo wszystko może ona egzystować w odziedziczonej przez tradycję strukturze organizacyjnej, chociaż będzie się coraz bardziej formalizować i spłycać. Natomiast jeżeli żywa wiara straci swe kierownictwo i swą siłę napędową i rozpadną się ustalone ramy kontaktów wewnątrzgrupowych, to chociażby w sercach czcicieli kwitła nadal szczera pobożność, religia musi paść łupem innych religii albo też rozpłynąć się w duchowym morzu danego kraju. Takie są wyroki losu, że nic niezorganizowanego nie może mieć długiego życia społecznego.”(3)
Stąd jeden z podziałów religii to podział na religie wymarłe (historyczne) i żywe. Tak jak w ewolucji biologicznej, organizmy, które istnieją obecnie to te, które nie zostały pokonane przez środowisko (dobór naturalny) tak samo w ewolucji kultury religie żywe to te, które nie dały się pokonać, potrafiły się dostosować do warunków społecznych, znalazły uznanie, odpowiadały na potrzeby grup społecznych w danych miejscach i w danym czasie. Niektóre organizmy zapanowały nad innymi gatunkami (człowiek). To samo w jest w kulturze (globalizacja). Co może pomóc w szybkim wzroście i umacnianiu się ich?  W I i II wieku naszej ery, w basenie morza Śródziemnego nagromadziło się wiele sprzeczności, zła, wojen, nędzy, niesprawiedliwości (niewolnictwo, rozpędzenie Żydów, terror Rzymu), czy mogło być coś dla ludu piękniejszego, pocieszającego niż głoszenie wiary, że choć teraz jest źle, okrutnie, to jednak jest to tylko chwilowe, tylko tu, na ziemi. Potem, po śmierci, w nieskończonym czasie czeka nagroda, właśnie na tych biednych, poniżanych. Te warunki stały się glebą, przyczyną bujnego rozwoju Chrześcijaństwa, adaptacji przez niego starej żydowskiej religii i innych znanych w tedy mitów i wierzeń. Lud „łykał” to z przyjemnością w przeciwieństwie do skompromitowanej oficjalnej religii. Ta popularność zaś stała się powodem przyjęcia chrześcijaństwa jako religii państwowej, dostosowania jej, czy może do niej tradycji, praw (zamiana soboty na niedzielę, ustalenie daty świąt). Zresztą podobnie było z ruchem socjalistycznym w XIX wieku, wieku dzikiego kapitalizmu, nędzy i strasznego wyzysku mas zatrudniających się fabrykach. Czy można było być obojętnym na teorię mówiącą, że tak nie będzie zawsze, że człowiek może to zmienić, a ci biedni, wyzyskiwani mogą zdobyć władzę i stworzyć kierowane przez siebie, sprawiedliwe społeczeństwo. To przyczyna popularności tych teorii, które przerodziły się w wyznawany do dziś przez pewne grupy kult proletariatu zawierający dogmaty o jedynej drodze, o konieczności dyktatury proletariatu. Konsekwencje znamy. Należy podkreślić, że nie jest tu (w ostatnim przykładzie) mowa o marksizmie, nauka i próby jej wykorzystania to dwa odrębne zagadnienia. Nauka jest wolna od dogmatów, świętości, jest ciągle weryfikowana, przed jej zastosowaniem trzeba zbadać, określić panujące warunki. To właśnie ciągle podkreślali  klasycy marksizmu. Magia, kult, religijne poglądy są popularniejsze, chętniej wyznawane niż naukowe, i nie dotyczy to tylko tej ostatniej kwestii.
Trudno określić ile religii obumarło tak jak niewiadomo ile organizmów nie dało rady, stało się ślepą gałęzią ewolucji. Były to śmierci naturalne i gwałtowne. Te pierwsze, najbardziej znane, to religie Egiptu, Mezopotamii (ze starości), Grecji (z braku spoistości), Rzymu, Słowiańszczyzny (brak odporności na młodszą konkurentkę). Najbardziej znana gwałtowna śmierć to śmierć religii Azteków zadana przez konkwistadorów, konfucjanizm w Chinach zakończył się nagle po przymusowej abdykacji cesarza w 1911r. (choć religia ta zbiurokratyzowana, spragmatyzowana, była już prawie martwa, tliła się i dalej tli). Niektóre upadały i się odradzały w nieco mniejszym stopniu jak np. sinto w Japonii. Przyznanie się cesarza, po dwóch wybuchach bomb atomowych, do tego, że nie jest bogiem spowodowało chwilowe zamieszanie, ale powtórzę, ludzie wolą magię od nauki, Japończycy boskość cesarza znów przyjmują za dogmat. Religia taoistyczna wygasła gdy po śmierci mistrza niebiańskiego w 1925r. los nie wskazał nowej inkarnacji, jeszcze się tli w pojedynczych grupach ale dzisiejsze Chiny nie są jej przychylne. To tylko kilka przykładów śmierci z setek, tysięcy zaistniałych i upadłych religii. Nie wyciągajmy z tego wniosków, że jest ich coraz mniej. D.C. Dennett mówi, że codziennie na świecie powstają dwie albo trzy nowe religie, które przeciętnie żyją krócej niż dekadę. Nie jesteśmy w stanie ustalić ile ich powstało w ciągu ostatnich dziesiątków tysięcy lat, być może nawet miliony, dziś nie ma po nich śladu. Nie ma porozumienia co do tego co należy traktować jako odrębną religię, często są to też kulty ale nawet w Internecie trudno znaleźć aktualną listę jednych i drugich. Specjalistyczne strony mówią o tysiącach nowopowstałych. (1)
Polska nie należy w tym rankingu do czołówki, zdominowana jest przez jedną, może dla ostrożności powiedzmy, kilka wspólnot religijnych. Dane za rok 2014 pokazują ponad 190 zarejestrowanych związków wyznaniowych liczących liczby wiernych od ponad 33mln w Kościele Katolickim do kilku wiernych (Związek Tybetańskiego Bon „Sa Trik Er Sang”). Powyżej 10tys. wyznawców ma 8 wyznań,
25 ma od 1000 do 10tys.,  107 przedstawia dane o swoich wyznawcach ale ich ilość nie przekracza 1000. O pozostałych nie wiele wiadomo.  W ostatniej dekadzie XXw. Zarejestrowano 75 związków a w XXIw. 32. Prawie 20 wyznań zaprzestało działalności w ostatnich latach, z różnych przyczyn (dane z Wikipedii). Oczywiście w tych oficjalnych statystykach brak informacji o różnych wewnętrznych podziałach a nie ulega wątpliwości, że tam wrze i zwaśnionych, wrogo do siebie nastawionych grup może być znacznie więcej niż oficjalnie zarejestrowanych.
Jeśli się popatrzy historycznie na religie, bez „bojaźni bożej” nietrudno odkryć prawa, przyczyny, które doprowadziły je do szczytu lub do zguby (śmierci). Nie różnią się one zbytnio od praw obowiązujących w ewolucji biologicznej. Walka o byt, dobór naturalny. Wygrywały te potrafiące się dostosować do potrzeb, oczekiwań, tworzące spójny obraz świata i promujące normy prawne, etyczne, które chętnie były i są wykorzystywane przez świeckich władców społeczności. Pojawienie się osób o pewnych cechach umożliwiało zawiązywanie i rozbudowywanie organizacji religijnych aż do pojawienia się (na przykład w Chrześcijaństwie) obecnych korporacji religijnych. Działanie tych korporacji niczym się nie różni od tych z innych branż.
Jeśli przyjrzymy się uważnie światu, społeczeństwu, zauważymy, że wiara jest podstawowym sposobem pojmowaniem świata. W każdej dziedzinie, również w tak zwanym „świecie nauki”. Mity, stereotypy, brak refleksji tworzy z ludzi widzów ogólnego spektaklu władzy, mieszkańców wirtualnego świata stworzonego i podtrzymywanego przez media. W tym świecie mnóstwo słów, pojęć kluczy, wytrychów do prostego „zrozumienia” życia. Bóg, gender, komuna, czerwona hołota, demokracja, ojczyzna, kapitalizm, wolny rynek i tak dalej i dalej. A rozum niech śpi.

 

1 – Dennett D.C.  Odczarowanie. Religia jako zjawisko naturalne.

2 – Lohfink G. „Rozumieć Biblię” PAX 1987

3 – Margul T. „Jak umierały religie” KiW 1983

4 – Praca zbiorowa „Religie, zarys dziejów” ISKRY 1980

5 -  P. Boyer „I człowiek stworzył bogów…” Prószyński i S-k 2001

6 – Mały Słownik Teologiczny – IW PAX 1987

 

 Czekamy na Twoje uwagi: biuro@club-homo-sapiens.eu  lub "kontakt"