Współcześni "najemnicy".

 

Od 2014 r. Federacja Rosyjska – w coraz większym stopniu – korzysta z usług prywatnych kompanii wojskowych. Zatrudniani przez Kreml „kontraktorzy” – de facto najemnicy – nie tylko wspierają separatystów w Donbasie, czy ochraniają infrastrukturę wojskową i energetyczną w Syrii, ale także są wykorzystywani do ekspansji wpływów Rosji w Afryce i ochrony sojuszniczych reżimów w Ameryce Łacińskiej.
Usługi wojskowe są nie tylko produktem eksportowym, ale przede wszystkim narzędziem strategicznym, za pomocą którego Moskwa dąży do zwiększenia swojej projekcji siły w Azji i Afryce.

Korzystanie z usług prywatnych „kontraktorów” na stałe wpisało się w obraz współczesnych konfliktów zbrojnych. Na zlecenie państw, wykonują oni szerokie spektrum zadań – od działań bojowych, przez szkolenie sił lokalnych, doradztwo, wywiad, logistykę, po ochronę. Z perspektywy państw uczestniczących (bezpośrednio lub pośrednio) w konflikcie, korzystanie z usług prywatnych firm wojskowych (ang. Private Military Companies, PMCs) wiąże się z określonymi korzyściami ekonomicznymi i politycznymi. Wysyłanie w teatr działań wojennych „kontraktorów” zamiast regularnych sił zbrojnych jest nie tylko tańsze finansowo, lecz przede wszystkim politycznie – pozwala bowiem ograniczać dyplomatyczne i społeczne koszty związane z użyciem siły w stosunkach między państwami. Dzięki pośrednictwu PMCs, elity rządzące zachowują zdolność do „wiarygodnego zaprzeczania” (plausible deniability) – wypierania się swojego udziału w danym konflikcie, czy też ograniczania związanych z tym kosztów wizerunkowych. Nie muszą także tłumaczyć się przed społeczeństwem z ofiar wśród własnych żołnierzy, co wraz z wydłużaniem się konfliktu może mieć poważne (negatywne) konsekwencje (np. utrata poparcia opinii publicznej dla polityki rządu, czego najlepszym przykładem jest zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w wojnę w Wietnamie).
W ostatnich latach, w coraz większym stopniu z usług „kontraktorów” korzysta Federacja Rosyjska. Dotychczas wydawać się mogło, że jest to domena takich państw jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, RPA czy Izrael. W odróżnieniu od tych potentatów na prywatnym rynku wojskowym, działalność CzWK jest w Rosji nielegalna (art. 13 par. 5 konstytucji Federacji Rosyjskiej i art. 208 rosyjskiego kk.). Mimo to, (nieoficjalnie) cieszą się pełnym poparciem Kremla, traktującego je jako narzędzie służące realizacji interesów strategicznych bez bezpośredniego udziału państwa. Rosyjscy najemnicy zwiększają siłę militarnego oddziaływania Moskwy, jednocześnie pozwalając unikać elitom politycznym odpowiedzialności za działania prowadzone przez te jednostki w regionach konfliktów. Ponadto, są zatrudniani przez rosyjskie koncerny państwowe (m.in. Gazprom, Rosatom, Rosnieft) do ochrony infrastruktury wydobycia i przesyłu surowców w Afryce, Ameryce Łacińskiej i na Bliskim Wschodzie. W zamian mogą liczyć na istotne zyski finansowe w postaci udziałów (25–30%) w zawieranych kontraktach na sprzedaż surowców energetycznych[1].
Sprawdzone na Bałkanach i w państwach post-radzieckich modus operandi Federacja Rosyjska stosuje obecnie na Ukrainie, w Syrii, Libii, Sudanie, Republice Środkowoafrykańskiej i Wenezueli, gdzie korzysta z usług firm takich jak m.in.: osławiona „Grupa Wagnera”, specjalizująca się w ochronie rurociągów i statków RSB-Group, zaangażowana w walki w Donbasie firma MAR, odpowiadająca za ochronę infrastruktury i pól naftowych w Syrii „Tarcza” (ros. Щит), specjalizująca się w działaniach na morzu Moran Security Group, skupiająca byłych członków sił specjalnych Redut-Antiterror (Centre R), czy specjalizujący się w działaniach saperskich i inżynieryjnych Antiterror-Orieł.
Chociaż udział rosyjskich CzWK w globalnym rynku usług wojskowych to na chwilę obecną zaledwie ok. 5%, należy podkreślić rosyjski potencjał w tej branży w postaci „zasobów ludzkich”. Personel prywatnych firm wojskowych to przede wszystkim byli żołnierze i oficerowie jednostek specjalnych wojska i służb specjalnych (zwłaszcza weteranów elitarnych oddziałów Specnazu GRU, czy „Alfa” i „Wympieł” FSB). To również świetnie wyszkoleni specjaliści z różnych dziedzin wojskowości. Jak pisał na łamach Warsaw Institute Grzegorz Kuczyński, „Rosja to prawdziwa kuźnia kadr, według różnych ocen, jest w stanie dostarczyć na światowy rynek usług wojskowych od 100 do 150 tysięcy ludzi”.

Przykład Syrii pokazuje zatem, że nie zawsze wykorzystywanie „kontraktorów” umożliwia Kremlowi ograniczanie kosztów politycznych i wizerunkowych, oraz może powodować pewne niepożądane konsekwencje (tzw. efekt blowback). Zdolność Kremla do „wiarygodnego zaprzeczenia”, co do wykorzystywania prywatnych firm wojskowych ogranicza także działalność haktywistów z portali takich jak InformNapalm, czy Bellingcat. Wykorzystując zaawansowane metody wywiadu jawnoźródłowego (Open Source Intelligence, OSINT), dostarczają opinii publicznej dowodów dotyczących powiązań Kremla z rosyjskimi CzWK oraz demaskują udział tych podmiotów w konfliktach zbrojnych na Ukrainie, w Syrii, w wielu państwach afrykańskich, czy w Wenezueli.
Rosyjskie CzWK pełnią także ważną rolę w zabezpieczeniu rosyjskich interesów w Afryce, gdzie odpowiadają m.in. za ochronę  infrastruktury przesyłowej i miejsc wydobycia węglowodorów. Usługi wojskowe są jednym z głównych elementów wzmacniających wpływy Rosji w Afryce. O rosnącym znaczeniu tego kontynentu dla Moskwy świadczy chociażby wzrost wartości wymiany handlowej z krajami regionu – 3,4 mld USD w roku 2015, do 14,5 mld USD w roku 2018[6]. W Libii rosyjscy „kontraktorzy” z RSB-Group wspierają siły gen. Chalifa Haftara, który walczy przeciwko islamistom oraz rządem w Trypolisie (uznawanym przez społeczność międzynarodową). W Republice Środkowoafrykańskiej, Rosjanie wspierają siły rządowe walczące z licznymi ugrupowaniami zbrojonymi – głównie z muzułmańskimi bojówkami z byłej koalicji Séléka i chrześcijańską milicją Antybalaka.
W Sudanie z kolei, rosyjscy „kontraktorzy” szkolili siły Umara al-Baszira, zmagającego się z antyrządowymi protestami. Pomoc ta okazała się jednak niewystarczająca do utrzymania władzy przez dyktatora, który ustąpił po 33 latach rządów na rzecz Tymczasowej Rady Wojskowej. Tym samym rosyjskie interesy strategiczne w tym państwie stoją pod znakiem zapytania. W każdym z powyższych przypadków wsparcie Moskwy nie jest bezinteresowne. W przypadku Sudanu i Libii, Kreml stara się w zamian uzyskać zgodę na budowę baz wojskowych w tych państwach. W Libii, Rosja zainteresowana jest także eksploatacją złóż ropy naftowej, z kolei w Sudanie podpisała w 2015 r., największą w historii tego kraju, umowę inwestycyjną, po tym jak odkryto tam duże złoża złota. Reżim w Chartumie wyrażał także zainteresowanie importem rosyjskiego uzbrojenia (m.in. myśliwców Su-30 i Su-35, kutrów rakietowych, trałowców, systemów rakietowych S-300). W zamian, Kreml planuje budowę bazy morskiej w Port Sudan, co może uruchomić „dylemat bezpieczeństwa” wśród Amerykanów i Saudyjczyków obawiających się o bezpieczeństwo dostaw ropy i gazu z Zatoki Perskiej do Europy. Krok ten, byłby również wyzwaniem dla Chin (dysponujących bazą w Dżibuti), Turcji (obecnej militarnie w Somalii i zainteresowanej dzierżawą wyspy Suakin koło Port Sudan) oraz Etiopii – regionalnej potęgi wojskowej, stanowiącej przeciwwagę dla aliansu Erytrei z Egiptem. Zaangażowanie rosyjskich „kontraktorów” w Republice Środkowoafrykańskiej ma z kolei ustabilizować sytuację wewnętrzną w tym kraju i umożliwić Rosji inwestycje w sektorze wydobywczym. Kraj ten posiada bowiem bogate złoża uranu, diamentów, złota i ropy naftowej. Jak do tej pory jednak, sukcesy polityki Kremla w Afryce, realizowanej za pośrednictwem prywatnych firm wojskowych, zdają się być ograniczone. Nie zmienia to faktu, że pozycja Moskwy i jej zdolność do kształtowania sytuacji geopolitycznej na Czarnym Lądzie wzrasta.
W styczniu 2019 r. media informowały o wysłaniu ok. 400 „wagnerowców” do Wenezueli – kluczowego sojusznika Rosji w Ameryce Łacińskiej – w celu wzmocnienia ochrony prezydenta Nicolasa Maduro. Była to odpowiedź Moskwy na amerykańskie wsparcie dla antyrządowych protestów i uznanie przez Waszyngton lidera opozycji Juana Guaido za „jedyną praworządną władzę w tym kraju”. Upubliczniając tę informację powoływano się na słowa Jewgienija Szabajewa – atamana oddziału Kozaków, powiązanego z najemnikami. Pierwsze grupy „wagnerowców” miały przylecieć do Wenezueli już w maju 2018 roku w okresie wyborczym. W styczniu 2019 r. Rosyjscy najemnicy mieli najpierw przylecieć dwoma wyczarterowanymi samolotami do Hawany na Kubie, a stamtąd przemieścili się do Caracas.
Napięcie wokół Wenezueli narastało już pod koniec 2018 r., kiedy to, w ramach ćwiczeń wojskowych, nad wenezuelskim niebem krążyły rosyjskie bombowce strategiczne Tu-160, transportowiec An-124 i samolot dalekiego zasięgu wojsk powietrzno-kosmicznych Ił-62. Wówczas media pisały o planach Moskwy dotyczących budowy bazy dla rosyjskiego lotnictwa strategicznego, która miałaby się mieścić na wyspie La Orchilla na Morzu Karaibskim, położonej około 200 km na północny wschód od Caracas. Wiele wskazuje na to, że wizyta rosyjskich samolotów była jedynie demonstracją siły, która miała zniechęcić rząd amerykański do popierania sił opozycyjnych w Wenezueli. Południowoamerykański sojusznik ma dla Kremla znaczenie strategiczne zarówno z przyczyn ekonomicznych – rosyjskie inwestycje w sektorze naftowym, kredyty udzielone na zakup rosyjskiego uzbrojenia (23 myśliwców Su-30, dwóch zestawów systemów przeciwlotniczych S-300, 92 zmodernizowanych czołgów T-72), jak i geopolitycznym – ingerowanie w tradycyjną strefę wpływów USA jest odpowiedzią na amerykańskie zaangażowanie na obszarze rosyjskiej „bliskiej zagranicy”. Wysyłając do Caracas „kontraktorów”, Moskwa starała się nie dopuścić do upadku sojuszniczego reżimu, którego zadłużenie wobec Rosji wciąż wynosi ok. 3 mld USD. Podobną sumę wenezuelski koncern naftowy PDVSA jest winny Rosnieftowi.

Oficjalnie Kreml dementował medialne pogłoski dotyczące najemników i oskarżał Waszyngton o „inspirowanie i sponsorowanie przewrotu w Caracas”. W marcu 2019 r. do Wenezueli skierowano z kolei ok. 100 rosyjskich specjalistów wojskowych i 35 ton sprzętu wojskowego, co tłumaczono realizacją zawartych wcześniej kontraktów zbrojeniowych. Wywołało to zdecydowany sprzeciw USA i zaogniło spór wokół sytuacji w Ameryce Łacińskiej, który komentatorzy określali nawet mianem nowego „kryzysu kubańskiego”. W czerwcu 2019 r. rosyjscy wojskowi opuścili Wenezuelę, co świadczy o tym, że ich skierowanie do tego kraju było obliczone przede wszystkim na wysłanie sygnału, że „Moskwa nie opuszcza sojuszników”.
Warto podjąć próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego prywatne firmy wojskowe, które są wykorzystywane przez Kreml do realizacji interesów strategicznych, pozostają nielegalne. Odpowiedź, iż w ten sposób Moskwa odcina się od powiązań z nimi zdecydowanie nie wyczerpuje zagadnienia. W ocenie Anny M. Dyner z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych, zachowanie status quo w sprawie CzWK leży w interesie rosyjskich struktur siłowych, z którymi firmy te są powiązane i przez które są kontrolowane. Legalizacja ich działalności mogłaby ograniczyć ten wpływ i kontrolę. Brak zmian w prawie świadczy o obawach rosyjskich władz związanych z tworzeniem prywatnych armii przez bogatych oligarchów (zjawisko takie występuje np. na Ukrainie).
Brak pełnej kontroli operacyjnej nad prywatnymi firmami wojskowymi stwarza także ryzyko, iż będą one prowadzić działalność niezgodną z interesami Moskwy. Przykładem autonomicznego działania bez aprobaty Kremla jest E.N.O.T. Corp – organizacja nacjonalistyczna założona przez Igora Manguszewa, oficjalnie prowadząca działalność patriotyczno-paramilitarną, w praktyce świadcząca usługi wojskowe. Chociaż E.N.O.T. Corp zaprzecza temu, że jest prywatną firmą wojskową, a jedynie działającym legalnie „stowarzyszeniem jednoczącym prawosławnych Rosjan” (w maju 2016 roku podmiot ten został zarejestrowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości Federacji Rosyjskiej), należy podkreślić ich pozastatutową działalność.
Od początku konfliktu w Donbasie, E.N.O.T. Corp rekrutowało „ochotników” do walki po stronie separatystów, organizowało wsparcie dla „Noworosji” oraz ochraniało tzw. „konwoje humanitarne” w których przerzucano ludzi i sprzęt. Personel tej organizacji brał udział w działaniach bojowych w Donbasie w szeregach różnych formacji zbrojnych, m.in. Grupie Dywersyjno-Szturmowej Wywiadu „Rusicz” (GDSW-Rusicz) – podlegającej pod dowodzoną przez Aleksandra Biednowa Grupę Szybkiego Reagowania „Batman”, funkcjonującą strukturach sił ŁRL. GDSW-Rusicz brała udział w działaniach bojowych w Donbasie przez ponad rok – od czerwca 2014 roku do lipca 2015 roku. Dowódcą GDSW-Rusicz był wówczas Aleksiej „Serb” Milczakow, a jego zastępcą Jan „Sławian” Piotrowski – obaj pełniący obecnie rolę liderów w strukturach E.N.O.T. Corp. W szeregach „Rusiczy” walczyli nie tylko Rosjanie, ale także zagraniczni bojownicy, co świadczy o internacjonalnym charakterze tej organizacji.
We wrześniu 2014 roku, w wyniku zorganizowanej przez „Rusiczy” zasadzki w okolicach wsi Priwatnoje (ob. ługański) zginęło ok. 40 żołnierzy batalionu Ajdar i 80 Brygady Desantowo-Szturmowej. Dowodzona przez Milczakowa grupa, słynie także z brutalności wobec jeńców i poległych, którym odcinano uszy oraz wycinano na twarzach „kołowrót” – symbol Słowian. Ukraińska prokuratura wojskowa, ściga „Serba” za zbrodnie wojenne. O „zasługach” członków E.N.O.T. Corp na froncie w Donbasie świadczy także to, że niektórzy z nich zostali odznaczeni przez Igora Girkina „Striełkowa” – wówczas „Ministra Obrony” samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej.
Od 2016 roku E.N.O.T. Corps organizuje obozy wojskowe dla prawosławnej młodzieży m.in. z Rosji, Białorusi, Serbii i Czarnogóry.
Korzystanie z usług prywatnych firm wojskowych należy uznać za kolejny element rosyjskiej kultury strategicznej. Zatrudniając „kontraktorów” Moskwa prowadzi w Donbasie wojnę przez pośredników (war by proxy), a także zwiększa swoje wpływy polityczne i wojskowe w Afryce i Ameryce Łacińskiej, w zamian za co liczy na korzyści w postaci nowych baz wojskowych i inwestycje w sektorze wydobywczym. Tym samym Kreml realizuje cele swojej polityki zagranicznej, redukując ryzyko i koszty związane ze stosowaniem siły militarnej. Aktualny stan prawny CzWK umożliwia bowiem Rosji zaprzeczanie powiązaniom władz z najemnikami, co wpisuje się w rosyjską tradycję operacji dezinformacyjnych i działań maskujących (maskirovka). Skuteczność tej aktywności ogranicza m.in. działalność rosyjskich dziennikarzy śledczych i portali demaskujących agresywne działania Kremla.
Pytaniem otwartym pozostaje przyszłość prywatyzacji sektora bezpieczeństwa w Rosji. W Doktrynie wojennej z 2014 roku, udział prywatnych formacji wojskowych w konfliktach zbrojnych został uznany za zagrożenie dla bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. W praktyce strategicznej jednak, korzystanie z usług „kontraktorów” jest jednym z narzędzi rosyjskiej koncepcji „wojny nowej generacji”. Mimo to w rosyjskiej Dumie nie ma konsensusu w sprawie legalizacji funkcjonowania CzWK. Zwolennicy podkreślają, że przypadki ochraniania infrastruktury należącej do rosyjskich przedsiębiorców przez firmy zagraniczne są niedopuszczalne (instalacje Lukoilu w Iraku były ochraniane przez brytyjską PMC). Przeciwnicy z kolei podkreślają potrzebą utrzymania przez władzę monopolu na stosowanie siły. Bez wątpienia aktualna sytuacja jest korzystna z perspektywy służb specjalnych, które kreują i kontrolują poszczególne firmy, jednocześnie konkurując między sobą o wpływy.

Skrót na podstawie:
Filip Bryjka - Rosyjscy kontraktorzy. Wsparcie Moskwy w Afryce i Ameryce Łacińskiej

1 września 2019, https://www.defence24.pl/