Nie dla ateizmu i nie dla wiary

 

Właściwie to zdecydowana większość  religii nie posługuje się materialistycznym (materialnym) obrazem swego boga. Oczywiście pomijam wyobrażenia wiernych. Skoro już ta strona mówi, że bogowie są niematerialni to do poszukiwań tych bogów zupełnie są nieprzydatne nauki przyrodnicze. Znajdują się oni w obszarze duchowym w ludzkiej świadomości, ich obraz jest utworzony, rozwijany, wzbogacany w ludzkiej kulturze (rozumianej jako całokształt duchowego i materialnego dorobku społeczeństwa od początku istnienia naszego gatunku).  Czy ten dorobek duchowy nauka może badać? No oczywiście, że tak. Czy natrafiła tam na obrazy bogów? Tak. To zbiory memów czyli mempleksy. Oddziałują one (nie tylko te związane z religiami) na ludzi, poprzez nich zmieniają materialny świat.
A więc nauka udowodniła, że bogowie istnieją a istota ich jest taka jak mówią religie. Czyli nauka nie przeczy istnieniu bogów. Oczywiście mówiąc „religie” mam na myśli skodyfikowany przez twórców i propagatorów system a nie prymitywne wyobrażenia ludu. Zwróćmy uwagę, że podobnie jest w innych dziedzinach życia (kultury).
Po co więc te dyskusje na forach ateistycznych? Każdy może mieć boga jakiego sobie wyobrazi,  granice wyobraźni ograniczają jego obraz ale jeśli ktoś chce się zaszufladkować do konkretnej religii to zapraszam do ksiąg, czytać, zapamiętywać. Nieprawdopodobnie większy niż kiedyś dostęp do wiedzy spowodował kryzys religii. Ludzie wierzą ale się nie identyfikują z konkretnymi religiami.  Kościół Katolicki znalazł rozwiązanie, mówi, nie lękajcie się, wszyscy będziecie zbawieni, obraz Boga, jego wyobrażenie nie ma znaczenia.
Istnienie bogów nie jest kwestią wiary, ba, nawet ich siła oddziaływania też nią nie jest.  To pewność. Tak jak 2x2=4. Tylko trzeba patrzeć po dorosłemu, w oparciu o wiedzę naukową.
Słyszeliście o Woodom, o wpływie na człowieka fobii, natręctw, sugestii i wszystkich tych rzeczy które leczą psychiatrzy i psychologowie. Więc po co ateizm? Po to by zaprzeczać istnieniu czegoś czy kogoś czego i kogo istnienia nikt nie głosi (materialnych bogów) czy przeczyć nauce?                       
                              Idźmy dalej. Człowiek to zwierzę kulturowe. Kultura jest w części niematerialnym wytworem człowieka, jego pokoleń. Oczywiście nie stało się to nagle, to proces bardzo długi. „ Kultura nie stanowi rzeczywistości fizycznej. Bazuje na sieci czy systemie złożonym z ludzi. Nie ogranicza się do jednego mózgu, ale jest podtrzymywana przez sieć mózgów. Pojedyncze mózgi można wymienić: kultura trwa nadal, nawet gdy poszczególne mózgi zostaną wyeliminowane z sieci (np. z powodu śmierci) i dołączają do niej nowe jednostki.”( F.R. Baumeister – Zwierzę kulturowe).
Nowe atrybuty rozwijające się u naszych przodków podzieliły nasz mózg jakby na dwa obszary, jeden automatyczny, utrzymujący nas w świecie biologicznym, który funkcjonował też u zwierząt i drugi świadomościowy, który utrzymuje nas w powstałym świecie kultury.

„Ludzie potrafią widzieć rzeczy niewidoczne i reagować na niewidoczne systemy prawowitej władzy. Krótko mówiąc, psychiki człowieka nie da się zrozumieć bez zaakceptowania, że w dużej mierze ma ona do czynienia z rzeczywistościami niewidocznymi. Nie jesteśmy tacy jak inne stworzenia na naszej planecie, ponieważ wszystko wskazuje na to, że one żyją w świecie fizycznym, i to wszystko.”(j.w.)
Ten nowy, drugi świat powoli rozwijał się i uniezależniał od jednostek gatunku. Powstawała i gromadzona była wiedza przekazywana następnym pokoleniom, już nie genetycznie a kulturowo. Obok ewolucji biologicznej pojawiła się ewolucja kultury.
Tak więc, nośnikiem memów były początkowo wytwory ludzi, instrukcje zastosowania, wiedza, opowieści, zwyczaje, język i tym podobne. Z czasem powstawały bardziej skomplikowane, rozbudowane twory kultury – mempleksy.
Przyjęło się mówić, że świat można poznać poprzez sztukę, religię albo naukę. Pierwotnie wszystkie te trzy człony stanowiły jedność - magię. Umożliwiała ona nie tylko poznanie otoczenia ale i odwieczną walkę z nieznanym. To nieznane, trudne do wyjaśnienia stopniowo zamieniało się w spersonifikowane byty.
„Kluczem ułatwiającym zrozumienie powszechności funkcjonowania w naszym życiu wszelkiego typu irracjonalizmów jest ewolucja naturalna naszych umysłów. Nasi przodkowie, próbując przetrwać w środowisku pełnym niebezpieczeństw, musieli bez przerwy oceniać stopień zagrożenia. Przy takich kalkulacjach narażeni byli na dwa podstawowe błędy -  zlekceważenie zagrożenia lub jego przecenienie. Prawdopodobnie ci, którzy zbyt często popełniali błąd lekceważenia, wyginęli, a wraz z nimi pula genów współodpowiedzialnych za popełnianie takich pomyłek.” (T. Witkowski – Zakazana psychologia T.2.)
Umysł naszego gatunku przez setki tysięcy lat ćwiczył się w poszukiwaniu związków i zależności oraz identyfikowania bytów intencjonalnych tam, gdzie ich nigdy nie było, stał się glebą dla irracjonalizmu, a myślenie krytyczne stało się dla niego czynnością nienaturalną, zaś sceptycyzm postawą wręcz niebezpieczną, choć okoliczności traciły pierwotne znaczenie. (j.w.) W ten sposób odziedziczyliśmy lęki przed nieznanym i zaludniliśmy świat skrzatami, wilkołakami, wampirami, duchami, utopcami a za kataklizmy uczyniliśmy odpowiedzialnych bogów.
Tak oto człowiek stworzył bogów, stworzył i osadził ich w świecie kultury, w swoim świecie, spersonifikował  ich. Stali się oni częścią globalnej sieci. Człowiek przemijał (umierał) bogowie pozostawali, rośli w siłę, upadali, tak jak to się dzieje w ewolucji opartej o dobór naturalny. Dokładniej, ewoluowały memy, mempleksy. I taki świat zastaliśmy właśnie my, my przebywający na nim, niestety, przez chwilę.